środa, 5 kwietnia 2017

44 MARATON DĘBNO

44 Maraton Dębno

44.Maraton Dębno

DRUŻYNA SZPIKU

KORONA MARATONÓW ZDOBYTA


https://connect.garmin.com/modern/activity/1654718728
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/898495883

WYNIKI: http://maratondebno.pl/…/1491320…/KLASYFIKACJA_GENERALNA.pdf

DYSTANS: 42,195 km
CZAS NETTO: 4g:12m:43s
ŚR. TEMPO: 5:58 min/km
MIEJSCE OPEN: 1316/2178
MIEJSCE M: 1165/1785
MIEJSCE M30: 470/667
SPRZĘT: Mizuno Running Wave Sayonara 2
 
Do Dębna wybrałem się z Iras Ireneusz z gRUNwald team Poznań, wyjechaliśmy około godziny 6:30, niestety nie mogłem zasnąć w noc poprzedzającą start, kręciłem się w łóżku jak blender, prześcieradło owinęło mnie, jakbym był w kokonie, było ciężko i z każdą nieprzespaną minutą byłem coraz bardziej poirytowany, ale na szczęście konwersacja w samochodzie trwała przez całą drogę i nie zasnąłem.
Pojechaliśmy tylko we dwóch, komfort jazdy był genialny.
Na miejsce przyjechaliśmy około godziny 8:30.
Od dawna ten start był tylko dla jednej osoby, dla Oli (Life With Run), której obiecałem doprowadzenie do mety.

ODBIÓR PAKIETÓW:
Po wyjściu z samochodu, który zaparkowaliśmy na przeciwko sali gimnastycznej, w której znajdowało się biuro zawodów udaliśmy się po odbiór pakietów, oczywiście wyszukaliśmy swoje miejsce sygnowane odpowiednim numerem startowym.
W pakiecie startowym otrzymaliśmy:
-numer startowy z chipem
-pamiątkowy kubek
-proporczyk
-ręcznik (było 5 rodzajów do wyboru)
-koszulkę techniczną New Balance Poland
-żel Pro Sport
-piwo Dębnowskie
Po odbiorze pakietów poszliśmy z Irkiem na trybuny, ja wyjąłem 4 skiby chleba z masłem orzechowym i zacząłem szamać popijając wodą z syropem w oczekiwaniu na Olę.
Chwilkę później Ola się odnalazła i poszliśmy przebrać się w strój sportowy, wziąłem ze sobą 3 żele Squeezy Polska, które przyczepiłem do pasa startowego ZONE3 Polska TRIATHLONISTA.com, oczywiście tym razem nie miałem zamiaru jeść żadnego żelu, wszystkie były dla Oli.
Depozyt oddaliśmy chwile po godzinie 9:30 i zaczęliśmy kręcić się po hali sportowej, bo na dworze wiał jeszcze zimny wiatr, porozmawialiśmy ze znajomymi, pochodziliśmy po stoiskach z akcesoriami biegowymi itd.

START:
Na start wyszliśmy z hali około 10:30, ale nadal wiał wiatr, chociaż troszkę cieplejszy, a pogoda była identyczna jak w zeszłym roku w tym samym miejscu.
Start był troszkę oddalony od hali o około jeden kilometr, więc trzeba było się rozgrzewać podczas tej drogi.
Pokazałem Oli rakiety WC, hi hi hi, czyli bardzo śmieszne toalety wyglądające jak rakiety, a użytkownicy uzupełniali paliwo :-P Chyba tylko w Dębnie takie można zobaczyć :-)
Ustawiliśmy się za balonikami na czas 4:15, czyli Ola leci na życiówkę, wtedy to sobie uświadomiłem, obok nas ustawiła się też jej znajoma Justyna, która też ten czas łamała.
Do startu zostało jeszcze kilka minut, atmosfera była coraz gorętsza, a kibice już zaczęli wiwatować, właśnie w tym maratonie to jest piękne, tutaj na ulicę wychodzą prawie wszyscy mieszkańcy miasteczka, aby kibicować nam, maratończykom.
Zegarki złapały GPS już na jakiś czas wcześniej, więc nie było obawy, skrócenia trasy GPS.
Odliczanie...START

TRASA:
No, tutaj trasa jest z deczka zagmatwana, nie każdy lubi pętle, a tu jest ich aż cztery, dwie małe ulicami Dębna i dwie duże na trasie Dębno-Dargomyśl-Cychry-Dębno.

Limit na przebiegnięcie maratonu to nie jak w innych 6 godzin brutto, tutaj jest troszkę trudniej, bo czas na bieg skrócony jest o godzinę, czyli max co można biec to 5 godzin brutto.
Limit uczestników to 2300 zawodników, a cena za pakiet troszkę porażająca, bo 140 zł, za to pakiet jest dość bogaty.
Wystartowaliśmy, widziałem małe wzruszenie na twarzy Oli, ale ja też tak zawsze mam jak zaczynam tak długi bieg w zawodach.
Średnia tempa jakim mieliśmy biec to około 6:00 min/km, lecz trzeba było troszkę szybciej, bo jak wiadomo GPS w zegarku to nie to samo co atest, tak więc prowadziłem na tempo około 5:55 min/km, chociaż były chwile, kiedy mocno przyspieszaliśmy, a było to w centrum miasta, gdzie tłum ludzi dawał mocy w nogi.
Traciliśmy najwięcej na punktach odżywczych, gdzie się zatrzymywaliśmy, a potem trzeba było rwać tempo, aby nadrobić stracone sekundy.
Od samego początku biegu dość dużo rozmawialiśmy, uśmiechaliśmy się i jeszcze luźno się biegło, ale troszkę niepokoiłem się tymi rozmowami, wiadomo, że każde wydobyte słowo to utrata energii i nie pilnowanie tempa oraz techniki biegu.
Punkty odżywcze były ustawione bardzo często, moim zdaniem, aż za bardzo, naliczyłem 15 punktów podczas całego biegu, WOW, tyle nie było nawet podczas historycznego maratonu we Wrocławiu, gdzie temperatura wynosiła ponad 30 stopni, a temperatura asfaltu dochodziła prawie do 60 stopni Celsjusza.
Co drugi punkt były izotoniki, ciastka, banany i cukier, na kilku gdzie był banan, brałem go i jadłem polówkę, podczas całego biegu zjadłem chyba ze dwa banany popijając kubkiem izotonika i kubkiem wody, na szczęście mój organizm nie potrzebuje już tak dużej ilości jedzenia i napojów.
Dwie małe pętle minęły szybko, bardzo szybko, wyruszyliśmy na trzecią pętle, która prowadziła do Dargomyśla, małej wsi, gdzie ludzie także witali nas świetnie, strażacy odpalali sygnały, syreny i muzykę z wozów strażackich, ludzie tamtych okolic są świetni, naprawdę potrafią wyprowadzić z niejednego kryzysu, który dopada podczas biegu.

Za Dargomyślem był chyba największy, ale krótki podbieg na trasie, większość nawet nie zwróciła na niego uwagi, bo nie wpływał na za bardzo na bóle które zaczęło już się odczuwać, następnie droga prowadziła do wsi Czychry, tam też strażacy ustawili się samochodem i pięknie kibicowali wraz z mieszkańcami.
Na Oli twarzy nie widziałem żadnego kryzysu, bałem się, że podda się podczas drugiej pętli, bo ten kawałek drogi naprawdę się dłużył, w końcu to tylko 3 dłuuuuugie proste i można się poddać patrząc daleko przed siebie i widząc ile jeszcze drogi przede mną, ile jeszcze kroków, ile pochłoniętego tlenu, którego z każda minuta brakowało w płucach, w mięśniach, a tętno powoli wzrastało wraz z temperaturą powietrza.
Po raz kolejny przekroczyliśmy linię startu, to już ostatni raz, wiatr nie dawał nam spokoju przez cały bieg i troszkę męczył, ale zostało już niewiele, nagle Ola wystrzeliła do przodu, moje zdumienie było wypisane na twarzy, nie odpowiadała na pytania, zostawiłem ja na chwilę samą, pomyślałem, że potrzebuje troszkę samotności dla siebie, po około kilometrze zwolniła i powiedziała, że plany się zmieniły, chciała łamać 4 godziny i 10 minut, kurde, w tym momencie twarz mi się wykrzywiła, pomyślałem, że porywa się z motyka na słońce, no, ale ok, przyspieszyliśmy, powiedziała, że teraz biegniemy na tempo 5:45 min/km i nie zwalniamy, powiedziałem ok i takie tempo próbowałem trzymać, lecz znowu kiedy przekroczyliśmy przez miasto wzrosło do 5:33 min/km przez kolejne 2 kilometry, Ola mówiła, że za szybko, więc zwolniliśmy i troszkę dłużej byliśmy na punkcie odżywczym na około 28 km, kilka kilometrów później jednak powiedziała, że nie ma opcji na 4:10 i zwolniliśmy do początkowego tempa, od tamtej pory chwyciła mnie za rękę, nie chciała jej puścić, wiedziałem, że ma już dość biegu, że za chwile mogą polać się łzy, no i chwilę później tak było, łzy kryzysu pociekły z oczu, ale powiedziałem, że skoro tak mocno zaciska na mnie swoją dłoń, to ma siłę na dalszy bieg.

Poza tym powiedziałem jej, czy pamięta jak mówiłem, że Jarek (z Drużyny Szpiku) właśnie nas mija na ósemce małej pętli, powiedziała, że tak, na to ja powiedziałem jej, że teraz go dogoniliśmy (niestety miał skurcze), czyli nadrobiliśmy około 2 kilometry do niego, poza tym wyprzedziliśmy także Irka na trasie i wielu, wielu innych zawodników, a widać to po statystykach, to chyba ja troszkę podbudowało i lekko się uśmiechnęła.

Kolejny punkt odżywczy był na około 32 kilometrze, tutaj minął nas pacemaker z balonikami na 4:15, Marcelina, która była samotnym pacemakerem krzyknęła do nas, że mamy się dołączyć, Ola odzyskała wiarę w siebie wtedy, pobiegliśmy za Marceliną.
Prowadziła grupę świetnie, na każdym kilometrze mówiła jaki mamy zapas czasu na to, aby skorzystać z kolejnych punktów odżywczych.
Ola przez prawie 12 km trzymała mnie za rękę, potem kiedy już byliśmy bliżej mety, coraz mniej, żeby ręce odpoczęły.
Minęliśmy chorągiewkę z napisem 40 km, wtedy Marcelina powiedziała, że już nie mamy patrzeć na nią i mamy gnać już do mety, bo ona oczywiście nie może przekroczyć mety wcześniej niż 4:15, chwile później byliśmy już przed balonikami, biegliśmy z górki do mety, mija 41 km, Ola zapytała się gdzie jest 42 km, ja odpowiedziałem, żeby spojrzała przed siebie, już nawet widać zegar nad metą, powoli przyspieszaliśmy, z tempa 6:00 na 41,5 km zrobiło się 5:10 na mecie.
Metę przekroczyliśmy trzymając się za ręce.

META:
Po przekroczeniu mety łzy pojawiły się na Oli polikach, byłem mega dumny, pobiła życiówkę o ponad 20 minut, przytuliłem ją i sam prawie się popłakałem, byłem taki dumny.
Przeszliśmy dalej, jak w naszej tradycji bywa, wręczamy sobie medale, sami zawieszamy je sobie na szyi i tak było też tego dnia.
Poszliśmy dalej, do biura zawodów, oczywiście najpierw uzupełniliśmy płyny.
Medal jaki otrzymaliśmy był koloru srebrnego, ci szybcy dostali złote, a ci co za nami w kolorze brązowym.
Po odebraniu swoich tobołów z depozytu poszliśmy się przebrać do szatni, szybki prysznic i szybciutko po makaron, aby odżywić troszkę organizm.
Usiedliśmy się pod namiotem i zaczęliśmy jeść.
W Dębnie jest taka kultura, że wolontariusze, którzy pracują są tak uprzejmi, że nawet przyniosą do stołu posiłek, przyniosą wodę, nie trzeba samemu po to iść, a także zabierają już puste pojemniki i wyrzucają, tylko w Dębnie tacy kelnerzy, to jest mega fajne.
Po zjedzeniu makaronu usiedliśmy się na trawie, słońce mocno grzało, bardzo mocno, fajnie tak było sobie posiedzieć, porozmawiać.

Niestety nie mieliśmy dla siebie zbyt dużo czasu, każdy z nas przyjechał z kimś innym, z innego rejonu Polski.
Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w inne strony.
Czekałem na Irka, z którym przyjechałem, maraton nie zajął mu dużo więcej od nas, dobiegł i z uśmiechem udaliśmy się do Poznania.

PODSUMOWUJĄC, bieg zorganizowany na wysokim poziomie, jakość trasy uważam za dostateczny, kocie łby niestety wykręcały zmęczone nogi na wszystkie strony, a szuter i dziury w podłożu były troszkę niebezpieczne.
Obsługa genialna, trasa oznaczona świetnie, tak samo jak punkty odżywcze, kibice NAJLEPSI, cena za pakiet hmmmm tu przemilczę.
Ja, jako support dla Oli zrobiłem sobie solidny trening, podczas biegu nie miałem żadnego kryzysu, biegło mi się wspaniale, bo i okoliczności trasy genialne, biegać po asfalcie a wokół wszędzie prawie drzewa, dobrze, że ten kawałek, gdzie biegnie się w polu był z górki szybciutko minął.
Gratuluje wszystkim życiówek, gratuluję, że dobiegli do mety, dziękuje Marcelinie za świetne prowadzenie grupy, a najważniejsze zostawię na koniec...OLA JESTEM Z CIEBIE MEGA DUMY, JESZCE RAZ GRATULACJE.

środa, 29 marca 2017

10 POZNAŃ PÓŁMARATON

10 POZNAŃ PÓŁMARATON


DRUŻYNA SZPIKU
TRIATHLONISTA.com
ZONE3 Polska
Zone3
Compressport Polska
Compressport
Garmin
Kalenji Poland
Kalenji Running
Nike
Nike+ Run Club
Poznań Maraton

https://connect.garmin.com/modern/activity/1640960809
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/893678047

WYNIKI: http://live.sts-timing.pl/pp2017/pp2017_open.pdf

DYSTANS: 21,095 km
CZAS NETTO: 1g:23m:31s
CZAS BRUTTO: 1g:23m:38s
ŚR. TEMPO: 3:57 min/km
MIEJSCE OPEN: 247/10394
MIEJSCE M: 236/7655
MIEJSCE M30: 106/3047
SPRZĘT: Nike Sportswear Zoom Streak 5



ODBIÓR PAKIETÓW:
Po odbiór swojego zestawu startowego wybrałem się już w piątek prosto po pracy.
Kiedy dotarłem na miejsce od razu rzucił mi się w oczy baner, który informował, w którym kierunku mam się udać do biura zawodów.
Oczywiście zawsze takim wydarzeniom towarzyszą targi sportu, ale ja nic nie potrzebowałem, jedynie co to zamieniłem kilka zdań z Piotr Myślak na jego stoisku TRIATHLONISTA.com, poinformował mnie on o nowościach, które produkowane są na poznańskiej ziemi.
Następnie poszedłem na halę obok i ujrzałem...hmmmm co ja zobaczyłem, a właściwie czego nie zobaczyłem, nie widziałem tłoku ludzi odbierających pakiety, nie było prawie nikogo, niby miało startować około 11000 ludzi, a tu taka niespodzianka, był czasu jeszcze w sobotę, na pewno wtedy będzie o wiele, wiele więcej ludzi.
Sprawdzając w mailu jaki przydzielono mi numer udałem się do odpowiedniego boksu, a po zweryfikowaniu tożsamości otrzymałem kopertę z numerem startowym i chipem, tak znów ten chip, jakby w końcu nie mogliby zrobić numeru z chipem razem, no ale nic, ja byłem na to przygotowany, bo miałem opaskę na chip Zone3.
Z koperta poszedłem do kolejnego boksu, gdzie dostałem plecak, a w nim koszulka 4F , gąbka, informator, worek na depozyt i ulotki, a na ostatnim już punkcie dostałem piwo Miłosław Blonde Ale, które oddałem Piotrowi Myślakowi, zbierał on piwka na swoim stoisku, pewnie potrzebne były na oblanie jego życiówki, którą wybiega w niedzielę hi hi hi hi 😊
Spotkałem też innych znajomych, z którymi zamieniłem kilka słów, a na koniec wrzuciłem do urny kupon, który uprawniał do losowania nagród.
Wróciłem do domu, zjadłem makaron i wypiłem sok z buraków, nie było w ten dzień treningu, nie było też w sobotę, za to musiałem iść do pracy, a po pracy w sobotę zjadłem już sobie lekki obiad, czyli warzywa na parze popijając przy tym sok z buraków i oczywiście zajadając się tartymi burakami. Wiedziałem, że to poruszy moje trawienie i nie będzie żadnego dyskomfortu w żołądku.
W niedzielę po ponad 6 godzinnym śnie obudziłem się o 7:30, no tak, jeszcze ta zmiana czasu, tak więc byłem godzinę do tyłu, ale to nic, na szczęście tego nie odczułem.
W kuchni zrobiłem sobie dwie skiby chleba z dżemem wiśniowym i wstawiłem wodę na kawę, czas mijał szybko, no ale z tego pośpiechu wodę wstawiłem nie na ten gaz co zapalony został palnik, no i tu już byłem wkurzony, musiałem wyjść bez kawy.
Z domu wyszedłem około godziny 8:10 pamiętając o tym, że strefy startowe zamykane będą o godzinie 8:50.
Na miejsce dojechałem autobusem, z dojazdem nie miałem żadnych problemów i na terenie targów znalazłem się już około 8:20, zostało pół godziny.
Szybko się rozebrałem i już bylem gotowy oddać depozyt, bo miałem na sobie strój startowy, który założyłem już w domu.
Około 8:30 oddałem depozyt, chociaż był już niezły tłok, niestety tutaj pierwszy minus, bo wejście w strefę depozytowa okazał się za mało przepustowy, na szczęście wyjście było otwarte z boku, więc swobodnie można było się ulotnić.


START:
Godzina 8:40, już byłem w strefie startowej, na tę chwilę nie było jeszcze tłoczno, więc zrobiłem sobie rozgrzewkę, pobiegałem w tę i z powrotem i już czułem się lepiej, mięśnie dostatecznie się rozgrzały, a resztę czasu spędziłem na wygrzewaniu się na słońcu które wychodziło i zaczęło przygrzewać.
Podczas rozgrzewki spotkałem kilkunastu znajomych, tych co znam osobiście i tych wirtualnych, którzy są obserwatorami mojego profilu na instagramie oraz facebooku, przybiłem troszkę piątek i zamieniłem kilka zdań na szybko.
W końcu ustawiłem się na swoim miejscu, tuż za linią startu, za elitą biegu, pozdrowiłem kilku znajomych, których wyniki nie są i nigdy nie będą w moim zasięgu.
Oczekiwanie było najgorsze, ale włączając muzykę w mp3 już słyszałem odliczanie spikera, oczywiście spikerem był Roman Toboła, znany biegaczom konferansjer, jego głos jest bardzo rozpoznawalny.
Punkt dziewiąta nastąpił wystrzał ze startera, ruszyliśmy.


TRASA:
Pierwsze metry są zawsze najtrudniejsze, przepych i niestabilne tempo, trzeba uważać gdzie stawia się nogi, niestety tory tramwajowe nie były zabezpieczone tak jak na wrocławskim maratonie.
Przebiegliśmy obok Sheraton Hotels & Resorts i zakręciliśmy w Roosevelta, gdzie mieliśmy mocno z górki, tutaj kontrola tempa była już ogarnięta, nie za szybko, nie za wolno, minęliśmy Dąbrowskiego i skierowaliśmy się w stronę Park Cytadela, gdzie przed samym zakrętem czekał lekki, krótki podbieg, tempo utrzymywałem stałe, lecz troszkę za szybkie, ale pomyślałem, że jeżeli dobrze odczuwam taką prędkość to będę cisnął tak, żeby mieć zapas czasu na końcówkę biegu.

Zakręt w Aleje Armii Poznań i znowu lekki zbieg, na przeciwko schodów zebrali się kibice z klubu Strefa Kibica KB Maniac Poznań, którzy kibicowali tak głośno, że słyszałem przez głośną muzykę w słuchawkach.
Zmierzaliśmy na Garbary, tutaj czekało na nas około pięciu kilometrów biegu w linii prostej.
Najpierw bieg przez ścisłe centrum, dużo kibiców, dużo fotografów, fajnie przybijało się piąteczki z małymi dzieciaczkami, dawało to parę w nogach, zapomniało się o trzymaniu tempa i nagle wzrastała prędkość, po chwili ogarnięcia trzeba było zwalniać.
Na krzyżówce przy AWF Poznań - Akademia Wychowania Fizycznego im. E. Piaseckiego w Poznaniu, gdzie zaczynała się Droga Dębińska przekroczyliśmy kolejne duże torowisko, kierowcy byli nieźle poirytowani, że znowu biegacze zajmują ich teren, a może zróbmy tak, że jeden dzień ulice należą do kierowców, drugi do biegaczy, a trzeci dla rowerzystów, będzie jakaś równowaga hi hi hi.
Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą narzekać, jest tak za każdymi zawodami, które odbywają się w większych miastach i nie ważne, że informuje się o zamknięciu ulic, objazdach czy śluzach na długo, długo wcześniej...szkoda gadać.
Na szóstym kilometrze znajdował się pierwszy punkt odżywczy, wolontariusze świetnie zorganizowani, nie wychodzili na środek trasy, każdy z nich trzymał kubek i czekał tylko, aż jakiś biegacz weźmie go on niego.
Po wzięciu dwóch łyków wody wyrzuciłem kubek na ziemię, wyrzuciłem go zanim dostrzegłem kosze na śmieci porozstawiane na poboczu, a na nich wielkimi napisami "tu wyrzuć śmieci", według mnie takie kosze niestety się nie sprawdziły, najlepszym rozwiązaniem było postawić boksy na śmieci wzdłuż stolików z wodą i izotonikiem, a miało to miejsce na którymś z maratonów, ale nie pamiętam już na którym niestety.
Na końcu Drogi Dębińskiej czekał lekki podbieg i zakręt w lewo, a zaraz za zakrętem zauważyłem grupę Komornicka Grupa Biegowa KGB Grzmot Komorniki, która mnie rozpoznała i zaczęła kibicować, no i znowu trochę energii wjechało w nogi, kilka przybitych piątek i lecimy dalej.
Koniec dziesiątego kilometra i podbieg, jedyny tak mocny na trasie, no nie powiem, bo na tempo które trzymałem to mnie wymęczył i podniósł jeszcze bardziej tętno.
Hetmańska to ponad trzy i pół kilometra biegu lekko pod górkę, to był mój najgorszy moment, to na tym odcinku chciałem już rezygnować z bicia życiówki, ale na słuchawkach pojawił się utwór, który mówił o walce, że tylko ten który walczy wygrywa, pomyślałem też o tych wszystkich życzeniach itd walczyłem, podjąłem walkę, pomyślałem sobie, że to tylko 12 minut biegu tą trasą, 12 minut, niczym w autobiografii Alberto Salazara, on walczył 12 minut o życie, ja o życiówkę.
Na Hetmańskiej było bardzo dużo ludzi, wiwatowali, ciszyli się razem z nami, fajnie było odwzajemniać te uśmiechy wypisane na każdej twarzy, każdy po coś tam przyszedł, jak nie kibicować swoim zawodnikom to kibicować dla ogółu, przecież półmaraton to już nie takie hop siup. Znajdował się tu także kolejny punkt odżywczy.
Przed czternastym kilometrem zakręt w ulicę Arciszewskiego i tu był odpoczynek, fajny zbieg, aż do Ściegiennego i zakręt w prawo, a chwilę później kibice że Sklep Biegacza oraz kolejny punkt odżywczy na piętnastym kilometrze.

Jugosłowiańska i zakręt na szesnastym w Grunwaldzka, to już końcówka pomyślałem, tylko utrzymywać tempo, a mam jego duży zapas, odczuwałem już mięśnie, bałem się, że zaraz dopadną mnie skurcze, a jeszcze około cztery kilometry biegu, szybkiego biegu.
Biegnąc Grunwaldzka, kierując się do agrafki widziałem po drugiej stronie Agnieszkę Janasiak i kilku znajomych, kurcze, na ich twarzach nie było widać nawet zmęczenia, a ja już otwierałem szeroko paszcze, żeby jak najwięcej tlenu pochłaniać.

Minąłem agrafkę, ostatnia prosta, dokładnie cztery kilometry do mety, wiatr zaczął wiać prosto w twarz, próbowałem draftowac za innym zawodnikiem, udawało się, opór wiatru był o wiele mniejszy, o wiele mniej się męczyłem.

Na osiemnastym kilometrze zauważyłem ścianę, tak, stała przede mną, zbliżała się coraz bardziej, znałem ją, tak, to znajoma ściana z maratonu, ustawiona przez kibiców z gRUNwald team Poznań, poznali mnie, krzyczeli, przebiegłem przez ścianę, za nią stała Fotografia Anna Strojna z aparatem w ręku, od razu pojawił mi się uśmiech na twarzy, odżyłem, to była moc, tempo od razu wzrosło i ruszyłem z kopyta w kierunku mety.

Grunwaldzka dłużyła się, dłużyła się jak Hetmańska, ale przed sobą miałem już tylko szpital wojskowy, wiedziałem, że to już ostatni kilometr, biegłem, kilku zawodników wtedy mnie wyprzedziło, mieli więcej sił na finisz, ja niestety nie, dawałem ile mogłem, odczuwałem mikroskurcze, ale już tak niewiele dzieli mnie od życiówki, trzeba przebierać girami.

Ostatnie metry to coś wspaniałego, zakręt w prawo na teren targów, gdzie było multum ludzi, już czułem się zwycięzca, kolejny zakręt na hale, gdzie była wspaniale zrobiona meta, to była najwspanialsza meta jaką kiedykolwiek przekraczałem, patrzyłem na zegar przed sobą, czas nie doszedł jeszcze nawet do 1g24m, łzy napłynęły mi do oczu, mam życiówkę i to pobita o ponad dwie minuty.


META:
Po przekroczeniu mety upadłem na ziemię, poślizgnąłem się na nawierzchni i zdarłem kolano, na szczęście było już po biegu, chwile jeszcze poleżałem na plecach, aż w końcu podniosłem się i udałem do strefy medalowej, po drodze spotkałem kilku znajomych, pogratulowaliśmy sobie wyników i z medalami na szyi przeszliśmy łącznikiem do kolejnej hali odebrać depozyty, było prawie pusto, wszystko ogarnięte zostało w chwilkę, nawet nie zdążyłem dojść do boksu z depozytem, a wolontariusz już czekał na mnie z moimi rzeczami.
Kobiety razem z medalem otrzymały również kwiatka.
Szybko się przebrałem i czekałem za znajomą, z którą byłem umówiony na po biegowe piwko, serwowali Miłosław oraz czarna Fortuna, oczywiście wybrałem tę drugą opcję.
Udaliśmy się jeszcze na jedzenie, makaron z sosem bolońskim lub grzybowym, wybrałem po bolońsku, szczerze to zjadłbym ze trzy takie porcje hi hi hi jestem po biegowym żarłokiem.
Chwilę później byłem już w drodze do domu, przeszedłem jeden przystanek, a na kolejnym akurat podjechał autobus, to do niego wsiadłem, a co mi tam, zasłużyłem.

PODSUMOWUJĄC impreza hmmmm no prze geniusz, świetna organizacja, wszystko zapięte na ostatni guzik, do niczego właściwie nie mogę się przyczepić.
Czy za rok będę? Tego nie wiem, nie wiem czy akurat będę chciał bić kolejny rekord życiowy.

środa, 1 lutego 2017

PODSUMOWANIE OSTATNIEGO TYGODNIA ORAZ MIESIĄCA

DRUŻYNA SZPIKU
ASICS Frontrunner
#asicsfrontrunner
Poznań
Miasto Poznań

PODSUMOWANIE OSTATNIEGO TYGODNIA ORAZ MIESIĄCA.


WTOREK 24.01:

DYSTANS: 20 km
CZAS: 1g:45m:49s
ŚR. TEMPO: 5:17 min/km
ŚR. TĘTNO: 143 bpm
SPRZĘT: Kalenji Running Kalenji Poland Kiprun Trail XT5

https://connect.garmin.com/modern/activity/1540662186
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/863207455

Po pracy udałem się na trening na dystansie dwudziestu kilometrów, początkowo miał być to trail, lecz chwilę później okazało się, że nie za bardzo pasuje mi bieganie po lodzie, tak, teren Jezioro Rusałka był skuty lodem niemal na całej szerokości ścieżki, a na pierwszym zakręcie już wywinąłem orła.
Lekko zdenerwowany dokończyłem bieg dookoła jeziora i postanowiłem wrócić na odlodzony asfalt.
Nigdy tak ciężko nie biegło mi się jak we wtorek, lód skutecznie odbierał energię, trzeba było uważać na każdym kroku, a kolce były tu niezbędne.
Na każdym zakręć wpadałem w poślizg, a z każdym zbiegiem ciężko było wyhamować.


ŚRODA 25.01:

DYSTANS: 33 km
CZAS: 3g:00m:00s
ŚR. TEMPO: 5:27 min/km
ŚR. TĘTNO: 141 bpm
SPRZĘT: Mizuno Running Mizuno Wave Sayonara 2

1/2
https://connect.garmin.com/modern/activity/1541569240
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/863433643
2/2
https://connect.garmin.com/modern/activity/1542130090
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/863654750

Środa to dwa treningi jednego dnia, podzieliłem trening trzy godzinny w drugiej strefie na trening przed i po pracy.
Obudziłem się około 3 w nocy, wiedząc, że na pewno nie zasnę, a do pracy idę na godzinę 6, wyszedłem pobiegać przed pracą, miałem na to około 1,5 godziny.
Nie było dużego mrozu, trening rozpocząłem o godzinie 3:50, tylko nie wiedziałem jaką mam obrać trasę, a więc biegłem sobie w ciemno, na śladzie widać jak zrobiłem jakiegoś dziwnego ślimaka, przebiegłem sobie obok Stadion Miejski Lech Poznań, tam zrobiłem sobie selfie z poznańską lokomotywą i pobiegłem już w stronę swojej pracy, wzdłuż ulicy Bułgarskiej, potem Niestachowską i już byłem prawie na miejscu, wyszło idealnie 13 km.

W pracy spędziłem swoje 8 godzin.
Pierwszy trening zajął mi 1h12m, a więc musiałem jeszcze biegać przez 1h48m, żeby były te 3 godziny biegu razem.
Powrót zrobiłem tą samą drogą, ale oczywiście musiałem ją nieco wydłużyć.
Pogoda dopisywała, był jeden stopień na plusie.
Kontynuowałem bieg wzdłuż ulicy Bukowskiej, ale powrotną trasę zmodyfikowałem i skręciłem w ulice Jana Brzechwy, żeby wbiec na tereny Lasek Marceliński , zrobiłem krótki odcinek czarną trasą, bo wiedziałem, że już mam mało czasu, a do domu jeszcze kawałek drogi mnie czeka.

Powrotną drogę zrobiłem ulicą Marcelińską a potem Grochowską i na tym zakończyłem trening.


PODSUMOWANIE MIESIĄCA:

AKTYWNOŚCI: 20
CZAS AKTYWNOŚCI: 2173 min
DYSTANS: 382 km
ŚR. TEMPO: 5:41 min/km
ŚR. TĘTNO: 146 bpm
Na miesiąc styczeń zaplanowane miałem do wybiegania ponad 500 km, lecz nie udało się tym razem, a spowodowane to jest chorobą, niestety na ostatni tydzień miesiąca chwycił mnie jakiś wirus i do tej pory nie odpuszcza, mam chwilowego bana na treningi, ale myślę, że wkrótce się ogarnę i znowu zacznę ostro trenować, w końcu przede mną morderczy dystans 103 km w Ultramaraton Nowe Granice Zielona Góra.

Podczas braku aktywności fizycznej czytam sobie bardzo dobry kryminał Remigiusz Mróz "Ekspozycja", a na półce czekają już kolejne części, polecam.

Kalendarz z planem treningowym na luty już mam ułożony, jest o wiele mniej intensywny niż ten w styczniu, będzie więcej czasu na regenerację.

A JAK WAM IDĄ TRENINGI? CZY CHOROBA WAS TEŻ DOPADŁA?

wtorek, 24 stycznia 2017

TRENING - 3 tygodnie i 348 km wybiegane

ASICS Frontrunner
#asicsfrontrunner

www.runczacharun.blogspot.com
 
Kolejny mocny tydzień treningów za mną na liczniku już 348 kilometrów i dalej chce się biegać, więcej i więcej, a im więcej kilometrów mam wybieganych tym lepiej się czuję.


Poniedziałek:

https://connect.garmin.com/modern/activity/1527993117
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/859474809

DYSTANS: 10 km
CZAS: 50m:52s
ŚR.TEMPO: 5:05 min/km
ŚR. TĘTNO: 149 bpm
SPRZĘT: Mizuno Running Wave Sayonara 2 i Training Mask Elevation 914m n.p.m.

Poniedziałek był dniem rozbiegania weekendowego, ale jak to ja zawsze musiałem sobie coś utrudnić, a mianowicie założyłem na twarz maskę treningowa, a trening zaplanowałem na strefy tętna, pierwsze 5 kilometrów miałem przebiec w trzeciej strefie tętna, a kolejna piątkę w drugiej strefie.
Wyszło całkiem nieźle, pierwsza piątka zrobiona w tempie 4:45 min/km, a druga w 5:25 min/km.
Trasa mojego biegu była nieco oblodzona, ale na szczęście przeważał leżący śnieg, więc przyczepność była całkiem przyzwoita.
Zdejmując maskę po treningu poczułem moje ogromne płuca, przynajmniej takie ma się wrażenie, oddycha się wspaniale, jakby to był pierwszy haust powietrza w życiu.



Wtorek:

https://connect.garmin.com/modern/activity/1529367205
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/859868968

DYSTANS: 15 km
CZAS: 1g:14m:39s
ŚR.TEMPO: 4:58 min/km
ŚR. TĘTNO: 150 bpm
SPRZĘT: Mizuno Wave Sayonara 2 i Training Mask Elevation 914m n.p.m.

Kolejny trening z maską na twarzy, tym razem dystans wydłużony, sam nie wiedziałem czy tyle wytrzymam z takim ciężkim oddechem, ale na szczęście jakoś dotrwałem do końca treningu.
Wybiegłem sobie przed godziną dziewiątą, było mrocznie, ulice były spowite lekką mgłą, ale już za granicami Poznania, czyli na Wysogotowie mgła nabrała na sile i czułem się jakbym był w Silent Hill, ludzie jadący do pracy patrzyli się na mnie jak na dziwaka, dysze maski dają specyficzny odgłos-szum, co sprowadza wzrok ludzi.
Dobrze, że zabrałem ze sobą telefon, bo akurat dostałem smsa, że moje książeczki są do odebrania z kiosku, a kupiłem serię kryminałów Remigiusz Mróz rozgrywających się w Polskich tatrach, a są nimi "Ekspozycja", "Przewieszenie" i "Trawers", jeszcze nie zaczynam lektury, bo zostało mi jeszcze troszkę Jo Nesbo "Pierwszy Śnieg" do przeczytania, ale myślę, że już od poniedziałku zacznę czytać.
Wracając do treningu, myślałem, że będę gorzej się czuł, ale wręcz przeciwnie, a może wydłużę jeszcze dystans z maska?
Garmin na koniec treningu pokazał znaczny wzrost pułapu tlenowego, to pewnie dzięki masce.


Środa:

https://connect.garmin.com/modern/activity/1530927419
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/860327845

DYSTANS: 15,5 km
CZAS: 1g:22m:39s
ŚR.TEMPO: 5:20 min/km
ŚR. TĘTNO: 139 bpm
SPRZĘT: Kalenji Running Kalenji Poland Kiprun Trail XT5 i Training Mask Elevation 914m n.p.m.

Budząc się i spoglądając przez okno, widząc prawdziwą zimę, drzewa w grubym szronie, wszędzie biel, aż chciało się od razu wyjść i biegać.
Zaplanowane miałem interwały, ale właściwie nie potrzebne mi są do bardzo długich dystansów, więc zmieniłem trening na trail po terenach jeziora Rusałka w spokojnym tempie, ale w masce treningowej, tak znowu, trzeci dzień z rzędu.
Wbiegając nad Rusałkę podziwiałem tę piękną zimę i zrobiłem dość dużo zdjęć, no nie można było nie zrobić tak wspaniałych ujęć zimy.
Dziś, aż chciało się biegać, nogi niosły same.
Trening zrobiony w większości w drugiej strefie tętna.


Czwartek:

https://connect.garmin.com/modern/activity/1532428414
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/860759626

DYSTANS: 20 km
CZAS: 1g:47m:32s
ŚR.TEMPO: 5:22 min/km
ŚR. TĘTNO: 141 bpm
SPRZĘT: Kalenji Kiprun Trail XT5

Troszkę dłuższy trening w spokojnym tempie, piękna zima jaka zagościła do poznania to oznaka, że trzeba wyjść na trening troszkę wcześniej, bo potem już ni będzie tak biało jak od samego rana, drzewa oszronione, pokryte igłami lodowymi oraz lekka mgła, klimat typowo zimowy, lubię w takich warunkach biegać, biegać po trasach lekko zaśnieżonych, bez lodu.
W 80% trening zrobiony został w drugiej strefie tętna, a tempo biegu utrzymywane było na mniej więcej takim samym poziomie.
Z treningu jestem bardzo zadowolony, a podczas nakręciłem krótkie wideo.

Piątek był dniem odpoczynku przed weekendem, bo właśnie w weekend będę miał najdłuższe wybiegania w tym miesiącu.


Sobota:

https://connect.garmin.com/modern/activity/1535385453
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/861651212

DYSTANS: 40,6 km
CZAS: 4g:00m:01s
ŚR.TEMPO: 5:54 min/km
ŚR. TĘTNO: 142 bpm
SPRZĘT: Brooks Running Cascadia 6

To miał być trening na czas pięciu godzin, lecz jak widać skończyłem go po czterech, nie było sensu na dalszy trening, dziwnie, że zawsze po zjedzeniu czegoś na tak długim treningu (tutaj po 31 km) tętno skacze mi dość wysoko i muszę zwalniać, zwalniać na tyle, że przypominało to czasami marsz,w szczególności kiedy stał przede mną jakiś podbieg.
Pobiegłem swoją stała trasą RSR, a potem do Kiekrza, ale tam ciśnienie mi się podniosło, bo ludzie wybudowali sobie domki i inne lokale nad brzegiem jeziora, otoczyli ogrodzeniem i wystawili tabliczki "teren prywatny", no kurcze nawet nie można sobie spokojnie obiec jeziora dookoła.
Gubiłem się jeszcze na tym terenie, bo od niedawna zacząłem tam biegać, ale to chyba będzie moja stała długa trasa treningowa.

Nogi bolą, to wiadomo, ale rolowanie tu pomoże.
Po przyjściu do domu zrobiłem sobie pyry w mundurkach i gzik, ojjjjjjj polecam to typowo poznańskie danie.

niedziela, 15 stycznia 2017

TRENING - 2 tygodnie i 228 km wybiegane

Siemanko, dawno mnie tu nie było, a to wszystko dlatego, że bardzo ciężko trenuje i właściwie nie mam czasu na pisanie nowych postów, a trenuje do Ultramaraton Nowe Granice Zielona Góra , pewnie już wielu z Was wie, że to pierwsze moje zawody w tym roku i zamierzam się do nich bardzo dobrze przygotować, to bieg na dystansie ponad 100 kilometrów, więc nie ma tutaj żartów.
W pierwszym tygodniu stycznia wybiegałem prawie 115 kilometrów.

W nowy rok po przyjeździe do Poznania z Krakowa, po dziesięciogodzinnej podróży, poszedłem pobiegać w 2 strefie tętna, a na twarz założyłem Training Mask Elevation Mask2.0 z zainstalowanymi dyszami, które odwzorowują bieg na wysokości 914 metrów nad poziomem morza, oddychało się ciężko, przy takim tempie jakim biegłem powinienem mieć tętno obniżone o ponad 30%, a maska wysokogórska podwyższyła mi je znacznie. Po treningu zrobionym z maską, kiedy ją zdjąłem, czułem jakbym miał płuca wielkości wanny, czyli śmiem przypuszczać, że maska działa, ale to okaże się dopiero w marcu, kiedy będzie nieodzownym partnerem w moich treningach.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1505800260

W kolejnych dwóch dniach wykonałem trening na 15 kilometrów w tempie 4:50-5:00 min/km, treningi wykonane nad Jezioro Rusałka, czyli na moich najbliższych i ulubionych terenach. Pierwszy z treningów w połowie wykonany był z maską wysokogórską, niestety w takim tempie wytrzymałem z nią jedynie 7,5 kilometra, miałem dużą zadyszkę biegnąc w masce, a fajne w niej jest to, że ma specjalne odprowadzanie pary, która wydziela się podczas oddychania, ma tzw rynny, w których zbiera się woda i w każdej chwili można ją wylać poprzez odchylenie gumy na brodzie.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1506184161
https://connect.garmin.com/modern/activity/1507910932

Następnym treningiem, był trening interwałowy na Stadion Sportowy Olimpia Poznań w tempie 4:00/5:20 min/km, powtórzone okrążenia razy 26, w tym dobieg w pierwszej strefie i powrót 5 km.
Trening minął bardzo szybko, ale był troszkę monotonny, w końcu to 26 okrążeń bieżni.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1509470409

Czwartek był dniem, w którym zrobiłem sobie długie wybieganie w bardzo spokojnym tempie 5:20-5:30 min/km, trasa to oczywiście Rusałka - Strzeszynek - Rusałka, biegło się bardzo komfortowo, wtedy też założyłem pierwszy raz na plecy mój nowy nabytek, czyli plecak Grivel 12L, zakupionym na http://rebelrunners.club , plecak, a właściwie kamizelka po dobrym ustawieniu trzyma się idealnie, właśnie takiej kamizelki biegowej potrzebowałem.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1511005282

W piątek zrobiłem sobie rozbiegnie na dystansie 10 km w pierwszej strefie tętna, ojjjjj jak ja nie lubię tak wolno biegać, no ale cóż, takie właśnie bieganie przygotowuje wytrzymałościowo.
W sobotę miałem dzień lenia, czyli odpoczynek.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1512879643

Niedziela, kolejne długie wybieganie, tym razem 180 minut w drugiej strefie tętna, pobiegłem sobie do Jezioro Strzeszyńskie i tam przekroczyłem tory, następnie udałem się do lasu, który był właściwie nie uczęszczany prze ludzi, musiałem uważać, żeby nic nie wyskoczyło mi z lasu, ale na szczęście cała zwierzyna była daleko ode mnie.
W te trzy godziny biegu zrobiłem prawie 30 kilometrów, bylem zadowolony z takiego treningu, fajnie jest tak na odludziu sobie pobiegać.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1515456351

Kolejnego dnia miałem w planie biec 20 kilometrów w tempie 5:20-5:30 min/km.
Poszedłem pobiegać po pracy, a pracę zaczynałem o 4 w nocy, więc byłem lekko przymulony, no ale trening sam się nie zrobi.
Kiedy wbiegłem na tereny jeziora Rusałka, po kilku kilometrach przyłączył się do mnie biegacz, zdjąłem słuchawki i tak biegliśmy moją trasą, cały trening był przegadany, a co za tym idzie, bardzo szybko minął, polecam biegać w parach, tym bardziej jak ktoś biega tym samym tempem i jeszcze jest wspólny temat, treningi mijają błyskawicznie.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1517463198

Kolejnego dnia, czyli we wtorek miałem mieć wolne, ale niestety musiałem przełożyć trening ze środy na właśnie wtorek z powodu delegacji, w którą musiałem jechać.
We wtorek robiłem 10 km w pierwszej strefie tętna, czyli rozbieganie, ale był smog i musiałem założyć na twarz maskę, niestety, teraz mamy takie czasy, że ludzie palą czym popadnie w piecach, aby nie płacić za odpad.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1519109255

Środę i czwartek miałem wolne od biegania.
W piątek, tzn 12 stycznia zaplanowałem sobie trening na dystansie 15 km w tempie 5:00-5:15 min/km na asfalcie, jak widać zrobiłem trening nieco szybciej, bo w 4:59 min/km, a to z powodu podającego deszczu ze śniegiem, nie lubię jak są takie warunki, wolę albo śnieg, albo deszcz.
Pocztą w ten dzień przyszedł mi zaległy puchar za 3 miejsce drużynowe w 1 Biegu Niepodległości w Poznaniu.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1523321638

Sobota, to pierwszy bieg na dystansie 40 km w 2/3 strefie tętna, ciężko było się zebrać na tak wymagający dystans, ale jakoś to przeżyłem , pierwsze czterdzieści kilosów w tym roku mam już zaliczone.
Biegłem trasą Rusałka-Strzeszynek-Kiekrz-Strzeszynek-Rusałka, ciężko było, a to z powodu oblodzonej trasy, to była katorga, gdzie tętna bardzo szybko wzrastało jak tańczyłem na lodzie, a w Kiekrzu zaliczyłem glebę, no ale trudno się mówi, trzeba biegać w warunkach jakie mamy, a one przygotują nas do najgorszego.
W powrocie spotkałem znajomego, który także przygotowuje się do ultramaratonu, zrobiliśmy sobie selfie i pobiegliśmy dalej.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1524664918

Niedziela, kolejny długi bieg, bieg 3 godzinny w drugiej strefie, trasa to oczywiście Rusałka-Strzeszynek-tereny lasów Kiekrza-Strzeszynek-Rusałka, bieg w śniegu, w śniegu, który właśnie opadł, puszysta kołderka przysłoniła lód na drogach i przyczepność papci wzrosła.
Biegło się znakomicie, myślałem, że będę umierał po wczorajszych 40 kilometrach, ale nawet nie odczułem tego dystansu w tym treningu.
https://connect.garmin.com/modern/activity/1526312785

Do tej pory w styczniu mam wybiegane 228 kilometrów, a to dopiero półmetek, byle do przodu i bez kontuzji.

#asicsfrontrunner