II Mistrzostwa Poznania w Biegu na 6h - Poznań

II Mistrzostwa Poznania w Biegu na 6h


DYSTANS: 65,8 km
 CZAS: 5g 42m 19s
ŚR. TEMPO: 5:12 min/km
MIEJSCE OPEN: 3/22
MIEJSCE M OPEN: 2/19

Niestety te zawody bez linka do Garmina, bo po około dwudziestym piątym kilometrze zaczął pokazywać jakieś bzdury.

ODBIÓR PAKIETÓW:
Pakiet odebrałem w szkole przy ulicy Miecznikowskiej, całym pakietem był numer startowy, potem udałem się na polanę w lasku Marcelińskim i zacząłem przygotowywać się do startu, nasmarowałem łydki, uda i kolana maścią Bengay i Diklofenak.

Przygotowałem sobie swój własny punkt odżywczy, a w nim;
-coca cola
-żółty ser
-krakersy
-banany
Wszystko to schowane było w namiotach, aby nie zamokło.

START:
Przed samym startem jeszcze kilka słów od organizatora, załączenie zegarków i życzenie sobie powodzenia na trasie.

Pogoda była wręcz idealna, a powietrze rześkie, tym bardziej w lasku, ale zapowiadało się także na przelotny deszcz.
Start odbył się o godzinie dziewiątej, miałem sześć godzin biegu.


TRASA:
Trasa biegu sześciogodzinnego to płaska czarna pętla w lasku Marcelińskim o długości czterech i pół kilometra o nawierzchni miękkiej (trail), na trasie lekkie błoto w niektórych miejscach, ale wszystko można było swobodnie ominąć.
Na trasie żółtej odbywał się bieg trzygodzinny, a pętla tego biegu liczyła dwa kilometry i dwieście metrów.
Moim założeniem było przebiec około sześćdziesięciu kilometrów lecz trzymałem się założonego średniego tempa na dystans siedemdziesięciu kilometrów, niestety po około dwudziestu pięciu kilometrach Garmin zaczął mi szaleć z tempem i naliczaniem kolejnych metrów, potem całkowicie zgubił GPS i nie potrafił go ponownie złapać, tak więc postanowiłem biec okrążenie na około 25-30 minut, niestety bez kontrolowania stale tempa, okrążenie nieraz wychodziło o wiele szybciej, bo trasa niestety nie miała oznaczeń kilometrowych.
Co dwie pętle jadłem banana i żółty ser, który popijałem colą, mocno się odwodniłem, a więc po czterdziestym kilometrze zacząłem pić po 3 kubeczki płynów na jedną pętlę.

Do pięćdziesiątego kilometra czułem się nadzwyczaj dobrze, nie odczuwałem jakiegoś nadmiernego wycieńczenia organizmu, a przecież biegłem o wiele szybszym tempem niż na GWiNT-cie.

Walka zaczęła się po pięćdziesiątym piątym kilometrze, kiedy już nogi zaczęły dostawać lekkie skurcze, a mięśnie zaczęły ciągnąć, zaczęły pobolewać kostki i kolana, ale wtedy biegłem już głową, więc jakoś mi to nie przeszkadzało.

Ostatnie okrążenie było najgorsze, ale musiałem je zrobić ze względu na utrzymanie pozycji i tak do mety dobiegłem w pięć godzin i czterdzieści dwie minuty z dystansem sześćdziesięciu pięciu kilometrów i ośmiuset metrów.

META:
No radości na mojej twarzy nie było mocno widać, a to dlatego, że byłem bardzo zmęczony, lecz ta radość była w środku, pierwszy raz stanę na "pudle" i to w jak trudnym biegu.
Po zakończeniu biegu otrzymałem pamiątkowy medal i udałem się na salę gimnastyczną, gdzie odbyło się wręczenie trofeów.

Za moje drugie miejsce otrzymałem obraz i kupon na dowolny bieg organizowany przez biegi.wlkp.








 PODSUMOWUJĄC było całkiem spoko, tyko szkoda, że na trasie zabrakło tabliczek z kilometrami.

POZDRO

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

WINTER ULTRA TRAIL MAŁOPOLSKA 2017

CHOJNIK MARATON - SIEDEMDZIESIĄT Z HAKIEM