Murowana Dycha - Murowana Goślina

Murowana Dycha - Murowana Goślina





DYSTANS: 10 km
CZAS NETTO: 40m 38s
CZAS BRUTTO: 40m 41s
ŚR. TEMPO: 4:02 min/km
MIEJSCE OPEN: 8/290
MIEJSCE M30: 4/86
MIEJSCE DRUŻYNOWO: 3

ODBIÓR PAKIETÓW:
Kiedy wjechaliśmy do Murowanej Gośliny szukaliśmy tabliczek informacyjnych, na których była wyznaczona droga do biura zawodów, po krótkim poszukiwaniu odnaleźliśmy owe tabliczki, więc kierowaliśmy się za nimi.
Pakiety odebraliśmy na klimatyzowanej sali gimnastycznej, a w pakietach otrzymaliśmy:
-koszulkę techniczną

-chip
-talon na posiłek regeneracyjny
-2 smyczki promocyjne
-zniżkę na zakupy
-ulotki
Pakiet bogaty i tani (30 zł)

START:
po ubraniu numerów i chipów, po rozciąganiu i po pogawędkach ze znajomymi udaliśmy się do strefy startowej.
Na starcie konferansjer Łukasz Włodarczyk skutecznie grał rolę mistrza ceremonii. Nie obyło się bez małego incydentu, gdzie straż pożarna próbując przejechać po trawniku i chodniku zahaczyła o słupek i prawie wyrwała go z ziemi, na szczęście wóz strażacki nie ucierpiał (ALE URWAŁ).
Po ustawieniu się w czołówce wyścigu czekałem na wystrzał z pistoletu startowego. Start odbył się o godzinie jedenastej.

TRASA:
Trasa wyścigu to dwie pętle po utwardzonej nawierzchni ulicami Murowanej Gośliny, trasa oznaczona co kilometr, pierwszy punkt z woda znajdował się już na dystansie pięciuset metrów, a drugi dwa kilometry dalej, były ustawione także dwie kurtyny wodne (czyli na dystansie dziesięciu kilometrów mieliśmy 4 punkty z woda i 4 kurtyny wodne).
Trasa to liczne podbiegi i zbiegi, trasa dość wymagająca, widać to na wykresie przewyższeń.
Słońce nie przygrzewało, aż tak mocno jak na wczorajszych zawodach, chowało się za cienkimi warstwami chmur, było więcej cienia, więc biegło się lżej, chociaż i tak odczuwam spiekotę na nosie, czole i barkach.
Pierwsze pięć kilometrów zrobiłem w tempie poniżej czterech minut na kilometr (3:54 min/km), potem już słabłem, szósty kilometr był najwolniejszy, była to druga pętla, podbieg za linią startu, nogi wysiadały, a płuca pochłaniały za mało tlenu, myślałem, że wysiądę, ale jakoś po podbiegu i orzeźwieniu wodą z kolejnego punktu ogarnąłem się, niestety tempo już nie było zadowalające, nie potrafiłem zejść poniżej czterech minut na kilometr, wyprzedził mnie jeden zawodnik, oddalał się, z każdą sekundą był coraz dalej, ale widziałem, że słabł, na siódmym kilometrze, gdzie był lekki zbieg zaczynałem zmniejszać dystans między nim, a mną.
Podczas pościgu jeden zawodnik, który był przed nami niestety dostał takie skurcze nóg, że nie mógł dalej biec, wzięła go karetka pogotowia, ale zabezpieczenie trasy na tym długim odcinku po prostu było nie do zaakceptowania, wolontariusze, którzy mieli zabezpieczać trasę, stworzyli sobie grupkę na dziewiątym kilometrze i urządzali sobie pogawędki (dokładnie trójka wolontariuszy na rowerach), dopiero po naszej interwencji wyruszyli do słaniającego się na nogach biegacza.
Dziewiąty kilometr to była moja ostatnia szansa do zaatakowania zawodnika przede mną, siedziałem mu na plecach, ale przed samą metą wystrzelił do przodu i niestety przepadło mi trzecie miejsce w kategorii wiekowej (zabrakło dokładnie siedmiu sekund), gratulacje dla zawodnika przede mną.


META:
Po przekroczeniu mety otrzymałem pamiątkowy medal, wziąłem wodę oraz kawałek arbuza (uwielbiam kiedy organizator serwuje arbuzy po biegu, za to wielki plus), a potem kibicowaliśmy na strefie mety, tym którzy jeszcze biegli.

Chwilę potem udaliśmy się na salę gimnastyczną odebrać posiłek regeneracyjny, niestety w tym momencie nieźle się wkurzyłem, kiedy zobaczyłem, że pakiety regeneracyjne można sobie brać ot tak, bez żadnej weryfikacji, bez kuponów, każdy brał mile chciał, sam widziałem jak kilku biegaczy brało po dwa posiłki, na początku myślałem, że biorą za kupony, ale tak nie było, niestety nie wystarczyło posiłków dla wszystkich.
Błędem było to, że panowie z Fit Food wystawili wszystko na stół, zamiast oddawać posiłek w zamian za talon.
Niespodzianką było dla mnie, kiedy dowiedziałem się od zawodniczki z Drużyny Szpiku, że zajęliśmy trzecie miejsce drużynowo na dystansie dziesięciu kilometrów, a więc także przyczyniłem się do wygranej, a drużyna trzech najszybszych to:
- Barbara Nadolska
- Mikołaj Korbik i ja.


PODSUMOWUJĄC bieg dobrze zorganizowany, lecz zostało troszkę niedociągnięć, które w przyszłości na pewno się nie powtórzą.
Za rok, jeżeli będzie to możliwe to także wystartuję w tym biegu.
PIONA.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

WINTER ULTRA TRAIL MAŁOPOLSKA 2017

CHOJNIK MARATON - SIEDEMDZIESIĄT Z HAKIEM