3 Hochland Półmaraton Doliną Samy - Kaźmierz

3 Hochland Półmaraton Doliną Samy - Kaźmierz





DYSTANS: 21,096 km
CZAS NETTO: 1g 31m 09s
CZAS BRUTTO: 1g 31m 12s
ŚR. TEMPO: 4:19 min/km
MIEJSCE OPEN: 18/322
MIEJSCE M30-49: 9/172

ODBIÓR PAKIETÓW:
Po przyjeździe do Kaźmierza udałem się wraz ze znajomymi odebrać pakiety, biuro zawodów znajdowało się na sali gimnastycznej. Odbiór odbył się bezproblemowo, pakiety były przydzielone numerami do poszczególnych stanowisk, po lewej stronie były pakiety na bieg dziesięciokilometrowy, a po prawej na półmaraton.
Pakiet zawierał:
-koszulkę techniczną

-numer startowy
-chip
-woda
-batony
Pakiet zapakowany był w siatkę ze ściągaczem na sznurek.
Po odebraniu pakietu poszedłem do szatni przebrać się w biegowe rzeczy.
Po przebraniu udałem się do depozytu odstawić bagaż i porozmawiać ze znajomymi, a spotkałem ich naprawdę wielu.

START:
Tuż przed startem zrobiłem sobie krótką rozgrzewkę na pobliskim boisku, porozciągałem się i ruszyłem na linię startu, ale nie popełniłem błędu i tuż przed startem poszedłem jeszcze się troszkę "odwodnić".
Kilka sekund przed rozpoczęciem biegu, ustawiłem jeszcze muzykę i założyłem słuchawki, odpaliłem muzykę i zaczęło się odliczanie.
Start biegu odbył się o godzinie dwunastej.

TRASA:
Trasa to jedna pętla po dość trudnym terenie, piasek, gruz, gałęzie i inne małe przeszkadzajki.
Pierwszy kilometr to bieg po asfalcie, tutaj kontrolowałem tempo od samego początku, nie za szybko i nie za wolno, tylko trafić w takie tempo, abym się nie wypalił na samym początku, tempo 4:11 min/km bardzo mi pasowało, ale z następnym kilometrem już zwolniłem do 4:16. Od drugiego odcinka biegliśmy już po drodze wiejskiej usłanej małymi ostrymi kamieniami, nogi niestety nie układały się tak jak tego oczekiwałem, bardzo pracował staw skokowy i orientacja, aby nie nadepnąć przypadkiem na coś, co mogło by przerwać bieg, właściwie przez całą trasę trzeba było uważać, trzeba było być skupionym na to gdzie postawia się stopę.
Dziś biegłem nie patrząc na zegarek, bez kontroli tempa, dlatego że trasa była bardzo pofałdowana, a przewyższenia rzędu 183 metrów mówią same za siebie.
Trasa była oznaczona co kilometr, kierunki biegu także były rozstawione na widocznym miejscu, więc trudno było się zgubić.
Na rozstaju każdej z dróg znajdował się wolontariusz kierujący w stronę mety.
Punkty z napojami rozstawione na dystansie siedmiu, dziesięciu, szesnastu i osiemnastu kilometrów, napoje znajdowały się w dość twardych kubeczkach o kolorze niebieskim, dlatego, żeby łatwiej można było je dostrzec w terenie leśnym.
Tempo mojego biegu, jak można zauważyć na wykresie było bardzo zróżnicowane, na dystansie ośmiu i pół kilometra był mocny czterystumetrowy zbieg, ale za chwilkę trasa nas przestała oszczędzać i był bardzo mocny podbieg o długości trzystu pięćdziesięciu metrów z przewyższeniem +15 metrów, potem zaczynał się teren leśny, ciężko się w nim biegło, wszędzie gałązki i szyszki oraz bardzo nierówna nawierzchnia. Na szesnastym kilometrze wróciłem na trasę którą przybiegłem wcześniej, a więc czekał mnie zbieg i podbieg, którym wcześniej zbiegałem, wydawał się nieskończenie długi.
Do osiemnastego i pół kilometra trasa była lekko pod górkę, potem kilometr na bardzo pofałdowanym terenie, czyli zbiegi i podbiegi, od dziewiętnastego i pół kilometra było chwilkę z górki, a potem trasa była już dość płaska i tak do samej mety.
Nie liczyłem na żadną życiówkę w tym biegu, lecz były osoby, które wykręciły życiówki i gratuluję im bardzo, bo trasa naprawdę była bardzo wymagająca. Do mety dobiegłem właściwie nie zmęczony, bolały jedynie mięśnie i nadal całą trasę odczuwałem dyskomfort związany z nadwyrężeniem mięśnia/ścięgna znajdującego się tuz pod pośladkiem.


META:
Na metę wpadłem w dość dobrym czasie jak na takie warunki biegu i jestem bardzo z zadowolony. Po przekroczeniu mety otrzymałem pamiątkowy drewniany medal oraz napój w puszce, szczerze nawet nie wiem co to było, bo szybko otworzyłem i wypiłem całą zawartość. Na mecie czekały też na nas szare kluchy z kapustą, no tu się organizatorzy bardzo popisali, bo posiłek regeneracyjny był przepyszny.


PODSUMOWUJĄC bieg zorganizowany na wysokim poziomie, trasa jak trasa, trzeba było przebiec i już, każdy wiedział na co się pisze. Pakiet bardzo bogaty, za trzydzieści złotych, wprost rewelacyjny. Szatnie zadbane, prysznice dostępne, trasa zabezpieczona, właściwie to nie dopatrzyłem się minusów.

PIONA

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

WINTER ULTRA TRAIL MAŁOPOLSKA 2017

CHOJNIK MARATON - SIEDEMDZIESIĄT Z HAKIEM