I Rock Run - Jarocin

I Rock Run - Jarocin





DYSTANS: 21,096 km
CZAS NETTO: 1g 28m 08s
CZAS BRUTTO: 1g 28m 11s
ŚR. TEMPO: 4:11 min/km
MIEJSCE OPEN: 17/199
MIEJSCE M30: 5/58

ODBIÓR PAKIETÓW:
Do Jarocina przyjechałem porannym pociągiem, biuro zawodów znajdowało się około półtora kilometra od dworca, lecz przez całą drogę, którą przebyłem nie zauważyłem znaków informujących, w która stronę mam się przemieszczać, kolejny raz GPS w telefonie ratował sytuację, a do biura musiałem dostać się dość szybko, bo pakiety wydawane były tylko do godziny dziesiątej trzydzieści.

Przechodząc uliczkami w Jarocinie wszedłem jeszcze do Sklepy BIEDRONKA , aby zakupić trochę jedzenia, do koszyka wpadły banany, batony i chałwa.
Biuro zawodów znajdowało się pod trybunami stadionu lekkoatletycznego, z odbiorem pakietu nie było żadnego problemu, właściwie to nie stałem nawet w kolejce, a w pakiecie otrzymałem:
-numer startowy z chipem
-koszulkę techniczną

-kiełbaski biegusie
-wejściówkę do SPICHLERZ POLSKIEGO ROCKA / Muzeum Regionalne w Jarocinie
-wodę
-izotonik
-ulotki
Po odebraniu pakietu udałem się do szatni, która oddalona była około stu metrów od biura, szatnie czyste z prysznicami oraz toaletą, bardzo przestronne, ale i tak właściwie nikogo tam nie było, więc był luzik.
Po ubraniu się na biegowo, poszedłem oddać depozyt, mieścił się on w HOTEL JAROTA w sąsiedztwie z Aquapark Jarocin .
Jako, że miałem jeszcze około dwóch godzin do startu, poszedłem do kawiarni na dużą, mocną kawę, zjadłem banana i tam przesiedziałem ostatnie minuty do startu.

START:
Na linie startu udałem się na około piętnaście minut przed wystrzałem, chwila rozgrzewki i rozciągania oraz ostatnia toaleta.
Ustawiłem się kawałek za linią, jeden z biegaczy powiedział, ze miejsce elity jest z przodu, odpowiedziałem z uśmiechem, że żadna ze mnie elita, to chyba przez moje nowe spodenki do biegania hi hi hi.
Założyłem słuchawki i włączyłem muzykę, zaczynała grać orkiestra, Jorge Quintero - 300 Violin Orchestra, ten kawałek bardzo dobrze wprowadza w nastrój do rywalizacji, włos się jeży i nachodzi energia, moc, która narasta, aż w końcu nadchodzi moment startu, wtedy czuję co we mnie drzemie, czuję się niepokonany.
Półmaratonowi towarzyszył bieg na dziesięć kilometrów, który startował o tej samej godzinie.
Start biegu zaczął się dokładnie o godzinie dwunastej piętnaście, a towarzyszył mu wielki wybuch z armaty.

TRASA:
Trasa biegu to jedna pętla w kształcie "rakiety do tenisa" jeżeli tak to można nazwać, trasa po nawierzchni asfaltowej ulicami sąsiednich wiosek między lasami i polami na dość otwartym terenie, trasa całkowicie zamknięta dla ruchu drogowego, nawet na poboczach nie zauważyłem samochodów.
Trasa oznaczona co kilometr, punkty odżywcze na dystansie 4 km, 8km, 13km oraz na 17km, dobrze zorganizowane, bez przepychanek, kiedy wolontariusze widzieli, że nadbiega większa ilość biegaczy to rozchodzili się na dwie strony ulicy, aby nie było problemu z odbiorem napojów, natomiast jak pisze organizator w regulaminie, nie zauważyłem punktów z bananami, najprawdopodobniej przeoczyłem, ale to już moja wina he he he.
Wystartowałem za szybko, bo na tempo 4:05 min/km, założone tempo na pierwsze dziesięć kilometrów miałem w okolicach 4:10 min/km, od drugiego kilometra już zwolniłem do tego tempa i utrzymywałem je do siódmego, kiedy podłączyłem się do grupy biegaczy, którzy biegli na tempo 4:15 min/km, biegli wraz z trenerem (przynajmniej tak to wyglądało).

Pierwsze cztery kilometry były z górki (-39m) więc nie było żadnego problemu, od czwartego do dziesiątego kilometra zrobiło się bardziej płasko, ale nadal było z górki (-10m) z wyjątkiem wzniesienia przed szóstym kilometrem (+10m). Cały czas trzymałem się grupki biegaczy, cały czas na to samo tempo, draftowałem za nimi jak tylko mogłem, świetnie obrałem taktykę chowania się przed wiatrem przez ponad dziesięć następnych kilometrów.
Zmęczenia nie odczuwałem, jedynie mięśnie bolały po sobotnich zawodach w biegu charytatywnym, gdzie tempo było oszałamiające 3:05 min/km, bałem się, że na końcówce biegu wypale się i nie zdołam się dostać do mety bez pomocy pogotowia. Mięśnie bolały coraz bardziej.
Druga połówka biegu to bieg pod górkę, czyli powrót tą samą trasą, czekało na mnie dużo wzniesień, tych łagodnych i tych mocniejszych, tempo biegu wzrastało, na piętnastym, szesnastym i siedemnastym kilometrze średnie tempo wyniosło 4:07 min/km, wiedziałem, że teraz będzie trudniej, tu już grupka przerzedziła się, wszyscy biegli już swoim tempem, a przede mną najtrudniejsza cześć biegu, cztery kilometry pod górkę (+39m), mięśnie były jak kamień, paliły, na osiemnastym i dziewiętnastym kilometrze najwięcej straciłem, tutaj tempo wyniosło około 4:20 min/km, ale z następnym kilometrem biegłem już tempem 4:13 min/km, aby na ostatnim odcinku biegu, czyli dwudziestym pierwszym kilometrze przyspieszyć do 4:02 min/km, na metę wparowałem z życiówką, nie byłem zmęczony, bolały tylko mięśnie, gdyby nie zawody dzień wcześniej, kto wie o ile więcej pobiłbym życiówkę.

META:
Za linią mety otrzymałem piękny medal, od razu podziękowałem biegaczom, z którymi biegłem, jeszcze nigdy nie zasuwałem z takimi zawodowcami, to dzięki nim tak szybko dostałem się do mety.
Za metą organizatorzy ustawili małe miasteczko biegacza, aby zregenerować swoje siły, były winogrona, muffinki, do wyboru różne rodzaje izotoników, woda, piwo, do wyboru grochówka lub spaghetti i basen aby ochłodzić rozgrzane mięśnie, genialnie to wszystko wyglądało.



PODSUMOWUJĄC bieg zorganizowany na najwyższym poziomie, trasa szybka, ale na końcówce bardzo ciężko, a jak wiadomo to końcówka biegu decyduje o wygranej.
Strefa regeneracyjna wprost cudowna.
PYTANIE DO ORGANIZATORA - KIEDY RUSZAJĄ ZAPISY DO KOLEJNEJ EDYCJI, BO NIE CHCĘ PRZEGAPIĆ ???
Polecam, Rock Run jako debiut w półmaratonie oraz tym co chcą wykręcić dobry czas na tym dystansie.
Jedyny minus zawodów to dublowanie się w klasyfikacjach, w większości biegów nagrody nie dublują się, przez co szanse na puchar, miejsce na pudle ma większe grono biegaczy, trochę to śmiesznie wyglądało jak biegacze odchodzili z czterema pucharami w rekach (za OPEN, za KATEGORIE   WIEKOWE, za KATEGORIE  WEWNĄTRZ MIASTOWE) i tutaj prośba ,aby na kolejnej edycji nie było już dubli.

PIONA

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

WINTER ULTRA TRAIL MAŁOPOLSKA 2017

CHOJNIK MARATON - SIEDEMDZIESIĄT Z HAKIEM