TRENING - PIERWSZY BIEG W MASCE TRENINGOWEJ

TRENING - PIERWSZY BIEG W MASCE TRENINGOWEJ

 


 DYSTANS: 10 km
CZAS: 43m 19s
ŚR. TEMPO: 4:20 min/km
Siemanko, to pierwszy trening po kolejnym już półmaratonie, ale tym razem trening odbył się w masce treningowej, pewnie zapytacie co taka maska daje, to specjalny sprzęt, wyprodukowany, aby zwiększyć siłę i wytrzymałość organizmu. Brzmi cudownie, ale jak to działa? Po założeniu maski, tworzy się opór płucny, wzmacniający mięśnie oddechowe (przepona, mięśnie międzyżebrowe) oraz ograniczony zostaje przepływ powietrza do płuc. Poprzez system oporu powietrza zmuszeni jesteśmy do brania głębszych i pełniejszych oddechów, pojemność naszych płuc się zwiększa i w ten sposób zużywamy tlen w bardziej wydajny sposób. Stymulowane są więc warunki podobne do tych panujących wysoko w górach, gdzie powietrze jest rzadsze, organizm pracuje ciężej, zwiększając zdolność do przyswajania tlenu (wzmaga się naturalny proces wytwarzania czerwonych krwinek oraz powstają nowe naczynia włosowate, dzięki czemu krew może przenosić większe ilości tlenu do pracujących mięśni). Po powrocie na niziny obserwuje się zwiększenie siły, wytrzymałości i szybkości. I właśnie stosowanie maski pozwala na korzystanie z pozytywnych efektów treningu na dużej wysokości, bez konieczności wyjeżdżania w góry.
Jak widać nie mam profesjonalnej maski treningowej, która kosztuje około trzystu złotych, mam maskę rowerową, z filtrem węglowym i odpowietrznikami, sprawuje się bardzo dobrze, nie ma problemu z wydychaniem powietrza, za to ciężko się wdycha i to jest właśnie jej atut.
Trening zrobiłem dość szybki, starałem się utrzymać początkowe tempo, ale nie wiedziałem jaki efekt i jaką trudność przyniesie ze sobą bieg w masce, powiem jedno, jest ciężko, a nawet bardzo ciężko, po pięciu kilometrach czułem się jakbym przebiegł już półmaraton, a co dopiero po dziesięciu kilometrach.
Tempo utrzymywałem dość dobrze na tym dość pofałdowanym terenie, jak wiadomo ta trasa nie należy do płaskich, podczas lekkich nawet podbiegów dostawałem zadyszki i bardzo mocno musiałem oddychać, robiłem bardzo głębokie wdechy.
Maska oczywiście paruje od środka (dziwne, żeby nie parowała), ale większość pary skutecznie odprowadzają na zewnątrz odpowietrzniki, które działają na zasadzie wentyla, czyli kiedy bierzemy wdech, odpowietrznik blokuje dopływ powietrza, a powietrze przedostaje się przez filtr węglowy, kiedy robimy wydech, odpowietrzniki otwierają się i swobodnie możemy wypuścić powietrze z płuc.
Po dziesięciu kilometrach byłem bardzo zmęczony, maskę zdjąłem dopiero po wejściu na klatkę schodową, nie chciałem ryzykować gwałtowną zmianą temperatury w gardle, bo mogłoby to się skończyć jego zapaleniem. Kiedy ją zdjąłem i odetchnąłem powietrzem, czułem się jakbym pierwszy raz w życiu wziął haust powietrza w płuca, myślałem, że mam gigantyczne płuca.

Polecam taką maskę szczególnie zimowa porą, bo nie dosyć, że wydolność się poprawia, to jeszcze ogrzewa nam chłodne powietrze, które zimą jest mroźne.


PIONA

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

WINTER ULTRA TRAIL MAŁOPOLSKA 2017

CHOJNIK MARATON - SIEDEMDZIESIĄT Z HAKIEM