VI Bieg Niepodległości w Obornikach

VI Bieg Niepodległości w Obornikach - Biegi Oborniki





DYSTANS: 10 km
CZAS NETTO: 39m 18s
CZAS BRUTTO: 39m 21s
ŚR. TEMPO: 3:56 min/km
MIEJSCE OPEN: 25/871
MIEJSCE M30: 7/293

ODBIÓR PAKIETÓW:
Odbiór pakietów znajdował się na sali gimnastycznej, każdy stół miał przydział numerowy. W jednym miejscu odebrałem numer startowy, a w kolejnym koszulkę patriotyczną.
Z odbiorem pakietu mię było żadnego problemu, zajęło mi to dosłownie chwilkę.
W pakiecie startowym otrzymałem:
-numer startowy z chipem
-koszulkę bawełnianą Extreme Hobby
 -izotonik
-baton zbożowy
Wielu zawodników było niezadowolonych z jakości koszulki, mnie też bardzo to zdziwiło, myślałem, że będzie techniczna.
Przebierać się już nie musiałem, bo przyjechałem na miejsce już przebrany w biegowe rzeczy.

START:
Na start udałem się kilkanaście minut przed jedenastą, temperatura była ciut za wysoka i wiatr hulał z różnych stron, także można było się spodziewać utrudnionego biegu.
Przed samym startem wszyscy odśpiewaliśmy hymn, lecz znowu powtórzyła się sytuacja, że niektórzy biegacze nawet nie ściągnęli czapek z głów, co bardzo mnie irytowało.
Padała lekka mżawka, ale to nie przeszkadzało. 

TRASA:
Trasa biegu to dwie pętle po twardej nawierzchni, przeważał asfalt, ale bieg prowadził także po kostce brukowej. Trasa płaska, chyba jedna z najbardziej płaskich tras na dechę, jaką ostatnimi czasy biegłem.
Nie byłem przygotowany do biegu, nie nastawiałem się na jakiś konkretny wynik, bo cały czas rwała mnie pachwina.
Pierwszy kilometr zrobiłem w czasie 3:50 min/km, wiedziałem, że jest troszkę za szybko, ale jakoś nie chciało mi się zwalniać, biegłem sobie w tempie, w którym wiedziałem, że się nie spale, a kiedy przychodziła zadyszka, to sobie zwalniałem.
Na kolejnym kilometrze zwolniłem tempo do prawie czterech minut na kilometr, akurat na tej prostej wiatr wiał prosto w twarz. Kolejny kilometr to była moja porażka, a zarazem porażka trasy, ta agrafka tak spowalniała bieg, że każdy wybijał się z rytmu, a moja porażka polegała na nie związaniu sznurówek na podwójny węzeł i kawałek za nią lewy but zaczął się rozwiązywać, niestety musiałem się zatrzymać, zawiązać sznurówkę, a po zawiązaniu ruszyłem dalej. Bylem już zdemotywowany. Na szczęście nie poddałem się i przyspieszyłem troszkę moje tempo, straciłem niewiele na czasie, ale czułem się troszkę zmęczony tym nadrabianiem. Po tej prostej zaczynał się już piąty kilometr, który prowadził na rynek a, gdzie było mnóstwo kibiców, czas w jakim miałem bramkę był poniżej dwudziestu minut, więc były jeszcze szansę na dobry wynik.
Moje samopoczucie mnie zaskoczyło, nie męczyłem się na tempo poniżej czterech minut, ale nie chciałem bardziej przeciążać lewej nogi, bo kontuzja mogłaby się pogłębić.
Drugie kółko zrobiłem chyba szybciej niż pierwsze, a na ostatnich dwóch kilometrach przyspieszyłem do 3:57 min/km, a ostatni kilometr dostałem kopa przez muzykę, którą miałem na uszach, akurat włączył się Eminem i jego kawałek Till I Collapse, co dało mi tempo na ostatnim odcinku 3:48 min/km.

META:
Kiedy przebiegłem metę nie odczułem zmęczenia, biegło się bardzo komfortowo, żałuję tylko tej nie związanej sznurówki, być może zrobiłbym życiówkę.
Za linią mety otrzymałem medal oraz posiłek regeneracyjny w formie bułki, białej kiełbasy, rogala Marcińskiego, owoców i wody oraz herbaty i kawy. 

PODSUMOWUJĄC bieg zorganizowany bardzo dobrze, ale ta agrafka odstrasza. W przyszłym roku wracam z nowymi pokładami sił i będzie najprawdopodobniej walka o nową życiówkę. 

PIONA

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

Ból w pachwinie

Ból pięty