II Bieg Mikołajkowy Poznań






DYSTANS: 10 km
CZAS NETTO: 42m 06s
CZAS BRUTTO: 42m 09s
ŚR. TEMPO: 4:13 min/km
MIEJSCE OPEN: 50/1383
MIEJSCE M30: 16/339





 ODBIÓR PAKIETÓW:
Po pakiet pojechałem dzień wcześniej. Miejsce odbioru pakietu mieściło się w Gimnazjum nr 52 przy ulicy Św. Jerzego 6. Z odbiorem nie było najmniejszego problemu, a pomoc w wyszukaniu numeru startowego była w formie znajdującego się tam laptopa, gdzie wpisywało się nazwisko, a potem pojawiał się przydzielony numer.
W pakiecie za 40 zł otrzymałem:
-numer startowy
-chip
-czapkę mikołaja, w której był obowiązek biec
Dla mnie nie jest to bogaty pakiet, patrząc na lokalizację wydarzenia.


START:
Przed startem głównym odbyły się biegi dzieci, które goniły zająca Mikołaja.
Start umieszczony był na plaży głównej Jezioro Strzeszyńskie.
To był mój pierwszy bieg po miesięcznej przerwie i bardzo się go obawiałem, czy ból w biodrze wróci, czy pięta po biegu będzie boleć?
Piętnaście minut przed startem oddałem to co miałem przy sobie do depozytu i ruszyłam na linię startu.

TRASA:
Trasa to tym razem jedna pętla, która biegła przez tereny Strzeszyna oraz jego bocznymi uliczkami, jedną przecinaliśmy (Biskupińska), a drugą (Beskidzka) przez ponad półtora kilometra biegliśmy.

Trasa została oznaczona co kilometr, a na zakrętach ustawieni zostali wolontariusze, którzy kierowali, w która stronę mamy się kierować, oczywiście zostały również założone szarfy na zakrętach.
Do startu zostało kilkadziesiąt sekund, włączyłem muzykę, zegarek i oczekiwałem w pierwszej linii na rozpoczęcie biegu.
Wystartowaliśmy o godzinie dwunastej, było chłodno i lekko wiało, ale podczas biegu nie odczułem tego.

Pierwsze kilometry były dość płaskie, więc trudności nie było, ale zmęczenie odczułem już po pierwszym kilometrze, bo wystartowałem za szybko, tempo było jakbym biegł po asfalcie, a przecież to był bieg przełajowy., poza tym cztery tygodnie przerwy...hmmm co ja sobie myślałem, bez przygotowania, spaliłem się na pierwszym kilometrze, potem już było coraz wolniej, ślina zbierała się w nadmiarze, przegrzewałem się.Na drugim kilometrze przecięliśmy ulice Biskupińską. Na dystansie dwóch i pół kilometra był dość długi stromy podbieg na łące, gdzie ścieżka była tylko na jednego biegacza, tutaj tempo spadło do ponad pięciu minut na kilometr, ale chwilkę później był tak samo stromy zbieg ze zróżnicowanym podłożem, no było trzeba patrze pod nogi, bo łatwo można było zaliczyć w tym miejscu glebę.

 Mój oddech był coraz głębszy, byłem już mocno zmęczony, a czapka, którą miałem na głowie nie przepuszczała powietrza, więc głowę miałem zgrzaną tak, że pot po plecach zaczął lecieć, biodro na nowo zaczęło boleć, miałem ograniczony ruch w lewej nodze.
Na dystansie czterech i pół kilometra skręcaliśmy w ulicę Beskidzką, troszkę pod górkę, ale na terenie już utwardzonym asfaltem i tak biegliśmy do szóstego i pół kilometra, gdzie był lekki zbieg, tam dołączyliśmy do biegaczy, którzy wybrali krótszy dystans. Trasa była już zatłoczona, ciężko było wyprzedzać, niestety niektórzy nie rozumieli, że lewą stronę trzeba zostawić wolną dla tych, którzy biegną szybciej. Biodro coraz mocniej bolało, musiałem jeszcze bardziej zwolnić.
Wyprzedałem i wyprzedzałem, końca nie było widać, ale to strasznie motywowało, wyprzedzać tak ciągle i bez końca he he he.

Od siódmego kilometra znalazłem sobie zająca Robert Walczak , za którym podążyłem, trzymałem się za jego plecami i tak przekroczyłem linię mety.

META:
Za linią mety podziękowałem za zającowanie i poszedłem sobie na bok odpocząć, złapać powietrze w płuca, czułem metaliczny posmak w gardle to oznaczało, że gwałtownie łapałem powietrze podczas biegu.
Chwilę później odebrałem piękny medal, który teraz wisi na mojej ścianie.


Czekał jeszcze poczęstunek, na który się nie udałem, nie chciało mi się czekać, a o ile mi wiadomo były pyszne drożdżówki i ciepła herbata.

PODSUMOWUJĄC bieg zorganizowany, zabezpieczony na wysokim poziomie, oczywiście na trzeciej edycji nie może mnie zabraknąć.
Niestety czeka mnie kolejna przerwa w bieganiu, muszę wyleczyć wszystko do samego końca, tak więc grudzień nie będzie dla mnie biegowy, niestety.

PIONA

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

Ból w pachwinie

Ból pięty