2 Ultramaraton Nowe Granice Zielona Góra






DYSTANS: 103,7 km
CZAS NETTO: 11g 54m 53s
CZAS BRUTTO: 11g 55m 05s
ŚR. TEMPO: 6:54 min/km
MIEJSCE OPEN M: 32/98

ODBIÓR PAKIETÓW:
Do Zielona Góra musiałem przybyć dzień wcześniej, aby odebrać pakiet startowy, ponieważ właśnie w piątek odbyła się odprawa i weryfikacja wyposażenia, które było obowiązkowe.
W pakiecie otrzymałem:
-numer startowy
-chip
-ulotki
-pas na numer startowy
-kubek elastyczny
W opcji dodatkowej, za dodatkową opłatą były buffy oraz koszulki.
Po odebraniu pakietów udałem się do salki, w której był gwarantowany nocleg, w salce mieściło się do ośmiu osób, także nie było problemów z chrapaniem i innymi niedogodnościami związanymi w spaniu w większym gronie na przykład sali gimnastycznej, gdzie właściwie nie da się wyspać.
O godzinie dwudziestej zaczęła się odprawa i weryfikacja wyposażenia, w wyposażeniu obowiązkowym musiałem posiadać:
- Pojemnik(i) na wodę min. 750ml
- Mapa trasy dostarczona przez organizatora
- Naładowany telefon komórkowy z wpisanymi numerami do organizatora i ratunkowym (z mapki)
- Odbiornik GPS z możliwością odczytu aktualnej pozycji (np. może to być telefon z aplikacją GPS lub zegarek biegowy z GPS) w celu podania swojej aktualnej pozycji dla ekipy ratunkowej
- Ubranie dostosowane do panujących warunków atmosferycznych (raczej zimowych)
- Buty biegowe (najlepiej terenowe)
- Kamizelka odblaskowa (może być samochodowa): uczestnicy muszą założyć kamizelkę odblaskową od startu do godziny 8:00 oraz od godziny 16:00 do końca biegu.
- Czołówka/latarka z naładowanymi bateriami
- Dokument tożsamości
- Numer startowy przymocowany w widocznym miejscu
- 40zł w gotówce
Po weryfikacji udałem się na salkę w celu przygotowania rzeczy na przepak i do porannego wstawania o godzinie 4:30.

START:
Start biegu odbył się dokładnie o godzinie szóstej rano, było mroźno, na termometrze trzy stopnie poniżej zera, dość dużo śniegu i ciemność.
Na plecach miałem plecak Kalenji Poland Kalenji Running, który ważył około dwóch kilogramów, a w nim woda, żele Squeezy Polska, dwa telefony, mp4 Manta Polska, powerbank, na sobie buty Brooks Running Cascadia 6, opaski Compressport Polska Compressport, rashguard Nike, kurtka-soft shell z Lidl Polska, kamizelka odblaskowa, czapeczka ASICS, na czapeczce latarka czołówka, a na ręku niezawodny (tutaj to się okazało) zegarek Garmin Fenix 3.
Przed samym startem zostały odpalone czerwone race, a wszyscy zawodnicy odliczali do startu.
Wybiła godzina szósta, START.


TRASA:
Trasa z początku było bardzo mocno ośnieżona, a po wybiegnięciu na drogę osiedlową, była oblodzona, już na samym początku musiałem uważać jak biec, aby nie wykręcić nogi lub nie upaść na ziemię.
Na samym początku jeszcze nie włączałem muzyki, bo nie biegam z muzyką po lasach kiedy jest jeszcze ciemno, nie wiadomo co może wyskoczyć z zarośli.
Na drugim kilometrze wbiegłem już w las obok jeziora Cegielni i tutaj do czwartego kilometra ciągnął się dość stromy podbieg, potem oczywiście było już z górki.
Niestety miałem problem z nawadnianiem, bo zapomniałem do wody dodać troszkę soli, a problemem była zamarznięta rurka od bukłaka, tak więc do pierwszego punktu kontrolnego biegłem bez picia.

Pierwszy punkt znajdował się na dwudziestym trzecim kilometrze (Jargoniewice) gdzie wypiłem ciepłą herbatę, zjadłem banana i rodzynki oraz pierwszy żel energetyczny, schowałem kamizelkę odblaskową do plecaka i pobiegłem dalej, ale najpierw kontrolnie zadzwoniłem,  potem chciałem odpalić sobie muzykę, ale niestety urządzenie zamarzło i musiałem rozgrzać je w rękawiczce, na szczęście po chwili odżyło i już miałem na uszach muzykę.

Dwudziesty piąty kilometr to Czarna Stróżka, było tam jedno wielkie bagno, musiałem schodzić z trasy, aby nie wylądować po kostki w wodzie, trzeba było przeskakiwać rzeczki, aby dostać się na drugą stronę, niestety lewy but miałem już całkowicie zalany wodą.
Od trzydziestego czwartego kilometra było już pod górkę, to właśnie tutaj udało mi się odetkać rurkę z lodu, ogrzewałem ją, aż lód się rozpuścił a ja swobodnie mogłem już napić się wody.
Kolejny punkt kontrolny znajdował się na czterdziestym siódmym kilometrze tutaj czułem się bardzo dobrze, nie miałem żadnych problemów z biegiem, na punkcie zjadłem kolejny żel, zjadłem także ciastka i banana oraz wypiłem ciepłą herbatę i napój izotoniczny, spotkałem także znajomych z biegi.wlkp, kontrolnie zadzwoniłem i ruszyłem dalej. Ruszyłem i po kilku minutach zaczął boleć mnie brzuch, być może za dużo zjadłem, musiałem się zatrzymywać, aby mnie nie kuło. Na szczęście po kilku kilometrach ból minął, ale bieg nie wyglądał już tak pięknie jak do czterdziestego siódmego kilometra.

Męczyłem się, z każdym kilometrem było już coraz ciężej, każdy kilometr mijał coraz wolniej.
Do pięćdziesiątego szóstego kilometra było pod górkę, teraz już miałem mocny zbieg o długości czterech kilometrów, trochę sobie odpocząłem.
Kolejny punkt (przepak) znajdował się na sześćdziesiątym drugim kilometrze (Strożne), tam zjadłem dwa snickersy i wziąłem do plecaka resztę żeli energetycznych, miałem zmienić przemoczone skarpetki, ale jakoś nie miałem na to czasu, poza tym nie przeszkadzało mi to. 

Tutaj zadzwoniłem, po raz kolejny i niestety już z bólami mięśni i prawej stopy (rozcięgno podeszwowe), z płaczem mówiłem, że chcę zrezygnować, że nie dam już rady biec dalej, po odłożeniu słuchawki ruszyłem dalej. Było zimno, chociaż byłem ubrany dość grubo, chwilowy przystanek lub marz powodował wychładzanie się organizmu, dostawałem dreszczy, z wyczerpania, ze zmęczenia.
Od sześćdziesiątego szóstego kilometra wkroczyłem z powrotem na tereny leśne, od teraz teren wznosił się do samego końca biegu, biegłem przy Odrze.
Na siedemdziesiątym ósmym kilometrze był mocny podbieg o długości około dwóch i pół kilometra, nie przypominam sobie, aby ktoś pod niego podbiegał, na tym dystansie było to już bardzo trudne, ten dystans także zrobiłem piechotą krzycząc "kiedy to się wreszcie skończy".
Na osiemdziesiątym kilometrze był kolejny punkt odżywczy, robiłem wszystko jak poprzednio i ruszałem dalej, dzwoniłem, płakałem z bólu, do mety tylko dwadzieścia trzy kilometry, przecież to już nic, jak przebyłem osiemdziesiąt to co to dla mnie teraz lekko ponad półmaraton, tak, tak, tak tylko się mówi, a mózg mówi co innego, mówi zrezygnuj, nie dasz rady, padniesz.
Za osiemnaście kilometrów czekał mnie kolejny punkt, po drodze spotkałem innych biegaczy, którzy tak samo jak ja umierali już z bólu, porozmawialiśmy sobie i wspólnie wyruszyliśmy w stronę mety, mobilizując się nawzajem. Cały czas pod górkę, oszaleje.
Na chyba (bo nie pamiętam) dziewięćdziesiątym piątym kilometrze był punkt kontrolny, gdzie także można było sobie przystanąć i odżywić się, tam dostaliśmy od organizatora silikonkę z nazwą zawodów i pobiegliśmy dalej.

Dziewięćdziesiąty ósmy kilometr, cały czas biegłem ze łzami w oczach, ból przy każdym kroku był niesamowity, ledwo podnosiłem już nogi, na punkcie odżywczym napiłem się Coca-Cola, która dała mi solidnego kopa, zaraz po tym zażyłem żel energetyczny i zacząłem czuć energie, która we mnie nachodzi, czułem się znacznie lepiej.
Jeszcze tylko pięć kilometrów, tylko, a może aż?
Z poznanym na trasie biegaczem rozmawialiśmy sobie po drodze, wspieraliśmy się nawzajem i właściwie razem dotarliśmy do mety, tak, zrobiłem to pierwszy mój ultramaraton na ponad sto kilometrów, jeszcze nie wierzyłem, ze do tego mogę być zdolny.
Trasa dobrze oznaczona, oznaczeniami były szarfy zwisające z drzew, krzaków i rożnych elementów drogowych.

META:
Metę przekroczyłem poniżej dwunastu godzin, co jest wynikiem bardzo dobrym, przynajmniej tak mówili mi inni ulrasi, jak na debiut setki to podobno rewelacja, bardzo się cieszę za ocenę mojego biegu przez bardziej doświadczonych biegaczy.
Po przekroczeniu mety dostałem gratulacje od organizatorów i pamiątkowy drewniany medal w kolorze czerwonym.
Niestety nie byłem w stanie schylić się po chip umieszczony na bucie, tak więc zrobił to jeden z organizatorów.

PODSUMOWANIE:
Genialna impreza, świetnie zorganizowana, klimat na wysokim poziomi, bieg bez spinki, każdy każdemu pomagał.
Po biegu nie miałem żadnych odcisków, żadnego paznokcia nie straciłem, żaden paznokieć nie stał się czarny, jednak wysmarowanie stóp przed biegiem wazeliną działa na takie dystanse.
Polecam Ultramaraton Nowe Granice Zielona Góra

PS Po powrocie do Poznania z przemeczenia trzy razy wymiotowalem bleeee

PIONA

Komentarze

  1. For safety purposes, high visibility colors and reflective stripes are going to make you far more visible.Safety vest

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

Ból w pachwinie

Ból pięty