III Bieg Mikołajkowy w Strzeszynku

DRUŻYNA SZPIKU

III Bieg Mikołajkowy Poznań 2016
Bieg Mikołajkowy Poznań

WYNIKI: http://www.biegmikolajkowypoznan.pl/a…/wyniki-i-zdj%C4%99cia

https://connect.garmin.com/modern/activity/1469961872
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/842672143

DYSTANS: 10 km
CZAS NETTO: 39m:56s
CZAS BRUTTO: 39m:58s
ŚR. TEMPO: 3:59 min/km
MIEJSCE OPEN: 18/1039
MIEJSCE M: 16/637
MIEJSCE M30: 7/275
SPRZĘT: Kalenji Running Kiprun Trail XT5



ODBIÓR PAKIETÓW:
Po pakiet pobiegłem sobie w ramach treningu na dwa dni przed zawodami.
Biuro zawodów mieściło się w Szkole Podstawowej i Gimnazjum Akademickim Da Vinci na ul. gen. Tadeusza Kutrzeby 10.
Kiedy odnalazłem korytarz, w którym odbywało się wręczanie pakietów spotkałem kilku znajomych, zamieniłem z nimi trochę zdań i udałem się w drogę powrotną.
Wszystko było oznaczone, więc problemu z odnalezieniem biura nie było żadnego.

W pakiecie otrzymałem:
-numer startowy z chipem
-czapkę Mikołaja
-ulotki
Zawodnicy, którzy dopłacili do pakietu otrzymali także okolicznościową koszulkę, ja nie dopłacam, ponieważ mam koszulek już nadmiar.

START:
Na start pobiegłem, osiem kilometrów rozgrzewki solidnie mnie ruszyło, jednak największy błąd popełniłem, że nie wziąłem ze sobą nic do jedzenia, troszkę siły, by się zwiększyły.

Dobiegłem nad jezioro Strzeszyńskie na około 10 minut przed samym startem, oddałem rzeczy do depozytu i szybko pobiegłem na linie startu.

TRASA:
Trasa głównego biegu to dziesięć kilometrów pofałdowanej trasy terenów jeziora Strzeszyńskiego.
Wystartowaliśmy o godzinie 13:40, trochę nietypowa godzina jak na biegi, ale organizator miał wszystko zapięte na ostatni guzik i wiedział co robi, mi ta godzina zdecydowanie odpowiadała.
Podłoże było dostatecznie twarde, aby nie zapadać się w błoto, chociaż nie było tak mokro jak by mogło się wydawać, jedynie niektóre odcinki były lekko śliskie, na przykład odcinek obok stadniny koni.
Pierwsze dwa kilometry troszkę przesadziłem, biegłem na około 3:50 min/km, a pamiętam, że mówiłem sobie "biegnij na spokojnie", no nie był to spokojny bieg, już po tych dwóch kilometrach odczułem lekką zadyszkę, więc postanowiłem zwolnić, mocno zwolnić, bo już trzeci kilometr był o 25 sekund dłuższy.
Na trasie mieliśmy bardzo dziwną sytuację, kiedy przed trzecim kilometrem, gdzie się podbiegało, a po lewej stronie miało się polane, nagle z lasu wybiegła sarna, pogonił ją pies z zachodniej strony, przez co skierowała się w naszą stronę, na szczęście moje i zawodnika, który biegł za mną, nie wpadła na nas, a przebiegła za moimi plecami, a przed zawodnikiem kolejnym, w głowie śmiałem się z tego.
Czwarty kilometr to trasa prowadząca lekko w dół, nierówna.
Po czwartym kilometrze znaleźliśmy się na drodze asfaltowej, biegliśmy po niej przez około dwa kilometry, a potem znowu znaleźliśmy się w lesie po małym zbiegu.

Na siódmym kilometrze mogliśmy podziwiać metę z drugiej strony jeziora, okrążyliśmy je i byliśmy na ostatniej prostej.

Przed samą metą kiedy wbiegłem na polanę, już rozbieganą, zacząłem przyklejać się do podłoża, było mocne błoto, dość dużo wody, buty zapadały się, ślizgały.
Patrząc na zegar, który nie osiągnął jeszcze 40 minut, byłem zadowolony ze swojego biegu.

META:
Metę przebiegłem trochę zmęczony, w końcu miałem już w nogach 18 km, a czekał mnie jeszcze powrót do domu, czyli kolejne 8 km.
Otrzymałem pamiątkowy medal, ciepłą herbatę oraz gorącą zupę.

PODSUMOWUJĄC bieg zorganizowany świetnie, falowe starty bardzo mi się podobają, bo na trasie nie ma wtedy dużego tłoku.
Za rok kolejny start w tym biegu pod szyldem Maratończyk Poznań, Maratończyk Pomiar Czasu, zapraszam i polecam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

Ból w pachwinie

Ból pięty