wtorek, 3 października 2017

2 Bieg Pobiegnij dla Onkoludków

2 Bieg Pobiegnij dla Onkoludków

DRUŻYNA SZPIKU
MUAY Running Team

https://connect.garmin.com/modern/activity/2027051533
https://www.endomondo.com/users/5153580/workouts/1011378417

WYNIKI: http://plustiming.pl/doc-pt/wynikipdf/2017-10-01-onkoludki/wyniki_open.pdf

DYSTANS: 6 km
CZAS NETTO: 23m:49s
ŚR. TEMPO: 3:58 min/km
MIEJSCE OPEN: 7/432
MIEJSCE M: 7/192
MIEJSCE M30: 1/78
SPRZĘT: Mizuno Wave Sayonara 2

Niedziela, drugi dzień wyścigu na krótkim dystansie, tym razem w Lasku Marcelińskim, czyli bieg przełajowy.
Jak przystało na mnie, dobiegłem sobie do lasku, nie jest to zbyt duża odległość, bo tylko 2,5 km, więc rozgrzewka idealna.
Od samego rana męczyłem się z żołądkiem, było na tyle ciężko, że nie chciałem startować, ale to w końcu bieg Drużyny Szpiku, więc właściwie na siłę pobiegłem.
Dobiegając na tereny lasku nie odczuwałem żadnych dolegliwości związanych z żołądkiem.

ODBIÓR PAKIETÓW:
Kiedy byłem już na polanie zobaczyłem OGROMNĄ kolejkę po pakiety, aż się zdziwiłem, miała chyba dwadzieścia metrów, nie byłem zadowolony, co widać było po mojej minie, czas jaki czekałem na odbiór to rekordowe chyba dwadzieścia minut, no ale nic, wiedziałem, że organizatorzy przełożą start na późniejszą porę, bo nie było opcji wydania wszystkich pakietów w czasie.

W pakiecie otrzymałem:
-numer startowy
-chip
-smyczka
-ciacho zbożowe
-wodę
-ulotki
Ręce mi się trzęsły, bo spieszyłem się z zamocowaniem numeru i chipa.
Przed startem zrobione zostało grupowe zdjęcie czerwonej drużyny.


START:
Atmosfera była gorąca, słońce grzało, pogoda naprawdę nam dopisała.
Zaczęliśmy ustawiać się na starcie, powoli przechodziłem do przodu, na pierwszą linie, bo nie chciałem omijać za dużo ludzi, a tempo na początku biegu jest zawsze zabójcze.
Kiedy stanąłem na linii startu, nagle jakiś biegacz przyczepił się do mnie, że się rozpycham i że on chce wystartować ze spokojem, był to biegacz z drużyny OldShool Hooligans w Biegu, prawdopodobnie z numerem ... (no już nie będę taki i nie będę cwaniactwa wywoływał do tablicy), jak się potem okazało pan skończył na bardzo odległym miejscu, więc po co takie akcje? Nie lepiej ustawić się z tyłu, a szybszym zostawić pierwszą linię? I znów ta kultura.
Nie powiedziałem słowa, odwróciłem głowę, nastawiłem zegarki i włączyłem sobie muzykę.
Zaczęło się odliczanie.

TRASA:
Trasa biegu liczyła 6 kilometrów, bieg przełajowy z lekką dozą piasku, dość dużo zakrętów, bo jak wiadomo Lasek Marceliński jest dość małej powierzchni.
Wystartowaliśmy z górki, początkowo po trawie, gdzie stopy szukały dość płaskiej powierzchni, aby się nie wykręcić.
Zacząłem nabierać tempa, biegło się fajnie, po drodze minąłem Jacka Mezo, pierwszy kilometr w tempie 3:26 min/km, to było dla mnie zdecydowanie za szybko, ale zauważyłem, że bardzo oddaliłem się od zawodników, którzy byli za mną, a za plecami zostało może dwóch, dalej już nie widziałem, zostali bardzo mocno w tyle, więc zacząłem zwalniać, aby nie wypalić się na samym początku, zacząłem sobie odpoczywać na drugim kilometrze, przez co wyniósł on 4:00 min/km, oddech wrócił.

Kolejny kilometr, trzy zakręty, widziałem, że zawodnik za plecami zaczął się zbliżać, więc troszkę przyspieszyłem o dziesięć sekund szybciej niż kilometr poprzedni.

Od czwartego kilometra zaczęło się coś ze mną dziać, nie było to miłe, czułem narastający ból w żołądku, przelewanie się, zaczęło robić się niedobrze, ale z bólem na twarzy biegłem w stronę mety i zamiast przyspieszać na końcu to zwolniłem i tak 200 metrów przed samą metą wyprzedził ścigający mnie zawodnik.
Chciałem w ogóle zejść z trasy, bo nie wiedziałem czy wytrzymam do mety, na szczęście udało się, ale z mega mocnym bólem żołądka.


META:
Wbiegając na metę słyszałem jak Jacek krzyczy, że biegnie jego faworyt, ale ja nawet nie mogłem z siebie wydusić uśmiechu, otrzymałem medal i szybko poszedłem po swój depozyt, który zostawiłem w namiocie Drużyny Szpiku, bo były tam chusteczki, kolejne kilka minut spędziłem w gęstwinie leśnej.
Jak się na koniec okazało wygrałem w kategorii wiekowej, co było dla mnie miłym zaskoczeniem.
Na koniec można było jeszcze zjeść sobie kiełbaskę z grilla.


PODSUMOWUJĄC bieg fajnie zorganizowany, ale brakowało mi depozytów, toalet i większego biura zawodów, nie tylko dwóch stanowisk do wydanie numeru, pewnie na kolejnej edycji będzie to już poprawione.
Bieg zorganizowany w szczytnym celu i ciesze się, ze mogłem w nim uczestniczyć, polecam każdemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz