II ZIMOWY PÓŁMARATON ŁĘKNO

II ZIMOWY PÓŁMARATON ŁĘKNO

WYNIKI: http://wyniki.plus-timing.pl/pdf/zaniemysl_2018-21km

DYSTANS: 21,097 km
CZAS NETTO: 1g:25m:01s
ŚR. TEMPO: 4:02 min/km
MIEJSCE OPEN: 4/149
MIEJSCE M: 4/111
MIEJSCE M30: 1/44
SPRZĘT: Kalenji Kiprun MT

Ostatni mój start to półmaraton, półmaraton w Łęknie koło Zaniemyśla, świetne lekko pagórkowate tereny do biegania wręcz zachęcają do aktywności fizycznej.
Start był zaplanowany z myślą o ściganiu się, a ostatnie 7 dni przed startem to budowanie formy i wybieganie około 150 kilometrów.
Dzień przed startem zrobiłem sobie odpoczynek, aby zregenerować choć troszkę mięśnie, które będą poddane mocnemu obciążeniu.
Do Łękna pojechałem z Basią, Markiem i Marcinem, niestety nie mogliśmy na początku znaleźć bazy i trafiliśmy na jakieś pola, a za nami kilka innych samochodów, w końcu pinezka na mapach Google uratowała nas i dotarliśmy do bazy zawodów.

ODBIÓR PAKIETÓW:
Biuro usytuowane było w wigwamie przy Leśnictwie Łękno, w środku zostało rozpalone ognisko, przy którym można było się ogrzać.
W pakiecie otrzymaliśmy:
- numer startowy
- ‎chip
- ‎notes
- ‎smycz
- ‎odblask
Chwilę po odebraniu pakietu porozmawiałem ze znajomymi, a następnie zacząłem przebierać się w rzeczy do biegu.

START:
Na zewnątrz było dość chłodno, więc po przebraniu od razu mój depozyt oddałem Markowi, który schował go do samochodu.
Wcześniej jednak pomogłem troszkę Marlenie w wiązaniu butów i przymocowaniu numeru startowego.
Do startu zostało kilka minut, więc zaczęliśmy krótką rozgrzewkę, a potem strzeliliśmy sobie wspólną, drużynową fotkę.

TRASA:
Trasa to dwie pętle przy jeziorach, trasa błotnista, pagórkowata, bardzo dobrze oznaczona.
Zaczęło się odliczanie, ruszyliśmy dokładnie o godzinie 11-ej.
Po naszej prawej stronie mieliśmy piękny widok na jezioro Łękno, ale już po pierwszym zakręcie z drogi w las zaczął się bieg pod górkę, lekkie wzniesienie, które nie powodowało na początku zbyt dużego zmęczenia.
Trzymałem się czołówki, wiedziałem , że wśród nas są biegacze, którzy startują także na dziesięć kilometrów, więc nie wariowałem z tempem, ale patrząc na zegarek i wskazania tempa w jakim biegnę, było za szybko, nie chciałem paść na końcówce biegu, więc zacząłem sobie zwalniać.
Widziałem, że zwalniają i ci przede mną, może zaskoczeni pofałdowaniem trasy?
Przed sobą miałem około siedmiu, może ośmiu zawodników, wśród nich już daleko przede mną Darek Zawidzki i Adrian Graczyk.

Kilometr po kilometrze zbliżałem się do punktu z wodą, który usytuowany był na około 5 kilometrze trasy, ale jeszcze przed punktem trafiliśmy w bardzo grząski teren pokryty dość mazistym błotem, dobrze, że miałem odpowiednie buty na takie warunki, a wiem, że niektórzy zawodnicy startowali z dość płaska podeszwą i mieli niezły taniec na błotku.
Te pół kilometra do punktu to bieg po płytach betonowych i tu stopy mogły choć na chwile odpocząć od nierównego terenu i błota, tutaj można było nadrobić kilka sekund.
Punkt z woda ominąłem i pobiegłem w lewą stronę.
Z kilometra na kilometr byłem coraz bliżej dwóch zawodników i tak trzymałem się na ich plecach, przez większość biegu.
W połowie szóstego kilometra biegłem polem, troszkę błotnistym, ale na szczęście pobocze było trawiaste, wiec noga miała jako taką przyczepność, zakręciłem w prawo, a po lewej widziałem jeziory Wielkie.
Teren przy jeziorze dość trudny, cały czas błoto, a pobocze trasy było bardzo nierówne, widziałem jak zawodnik przede mną ześlizguje się z pobocza i wpada jedną stopa do wody, troszkę go zwolniło, bo zacząłem doganiać, byłem też coraz bliżej Adriana.
Na około ósmym kilometrze, kiedy poprawiałem pas HR, który lekko zsunął się z klatki musiałem bardzo zwolnić, bo kilka metrów dalej niestety odpiął się, musiałem podnieść koszulkę i załapać w zaczep, straciłem wtedy kilka sekund i widziadłem jak oddalają się konkurenci przede mną.
Przed dziewiątym kilometrem zakręt w lewo, minąłem szlaban i biegłem już fajnym terenem bez błota, tutaj pofałdowanie terenu było największe, właściwie przez cały ostatni półtorakilometrowy odcinek biegłem lekko pod górkę i z górki, ostatnia prosta i już widać bramkę startową, czas na druga pętlę.
Za bramką wziąłem łyczka wody, pobiegłem dalej, ale byłem coraz bliżej zawodników przede mną, teraz już znam trasę, więc chyba będzie lepiej.
Na około dwunastym kilometrze zerwał się mocniejszy wiatr, a kilka minut później zaczął padać deszcz, zacinał mocno w twarz, ubranie zrobiło się nieco cięższe, tempo było zwolnione.
Adrian był tuż przede mną, wyprzedziłem go przed punktem na piętnastym kilometrze, stamtąd wziąłem wodę, ale nie napiłem się wcale, niestety nie trafiłem płynem do ust i wszystko wylało się pod nogi.
Przed sobą już nikogo nie miałem, wiedziałem, że jestem na 5 lub 6 pozycji w stawce generalnej, nagle na siedemnastym kilometrze wyprzedza mnie zawodnik, który był długo przede mną, zachodzę w głowę co się stało, ze nie widziałem jak go mijałem, potem okazało się, że pomylił trasę i pobiegł prosto zamiast skręcić w prawo, musiał nadrobić troszkę metrów, ale miał taką determinację, że i tak na mecie był przede mną.

Wiedziałem, ze nikogo już nie wyprzedzę, do końca biegu trzymałem w dobrej odległości zawodnika za mną, biegłem już na spokojnie, choć w dość szybkim tempie, ostatnie metry na płaski, lekko z górki i przekroczenie mety.

META:
Po przekroczeniu mety otrzymałem pamiątkowy medal, oddałem chip i poszedłem zjeść zbożowego batonika oraz napić się wody i ciepłej herbaty serwowanej w wigwamie.
Byłe też grill z kiełbaskami i szaszłykami vege oraz drożdżówki.
Czekałem także na dekorację, która odbyła się około godziny czternastej.


PODSUMOWUJĄC bieg zorganizowany super, a niedługo będzie także edycja wiosenna, na którą serdecznie zapraszam, bo klimat tego miejsca jest świetny.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Test zegarka XIAOMI AMAZFIT PACE

CHOJNIK MARATON - SIEDEMDZIESIĄT Z HAKIEM

TRIADA ZIMOWA - ETAPOWY BIEG GÓRSKI 2018